Joanna Sikorzanka

Joanna Sikorzanka

Polonistka (UŁ) i dziennikarka (UW), przez 35 lat związana z Radiem Łódź; autorka setek audycji literackich, organizatorka (z UŁ) kilkunastu konkursów poetyckich i redaktorka tomików pokonkursowych; reportażystka - laureatka wielu konkursów na reportaż, nominowana do Prix Europa za „Limankę na koniec wieku” (2001) i zdobywczyni Grand PiK za artystyczna formę radiową - „Ta nasza młodość” (2009); drukowała w „Polityce”, „Midraszu” i „Arteriach”. Mieszka w Łodzi.
Więcej

Łódź obudzona

Od czego zacząć? Od mrożącego krew w żyłach szkicu Gabrieli Zapolskiej „Z miasta zbrodni”? A może od wiersza Aleksego Rżewskiego, pierwszego prezydenta niepodległej Łodzi? Lub od rymowanej „Kroniki” Juliana Tuwima, opowiadającej o jednej z największych bitew I wojny światowej?

Trudny wybór, bowiem licząca ponad 800 stron antologia „Budzi się Łódź… Obraz miasta w literaturze do 1939 roku ” zawiera dziesiątki tekstów, z których każdy wydaje się ważny. Są tu fragmenty powieści, wiersze, obrazy sceniczne, quasi-reportaże, a nawet szopka i komiks. Ich autorami są Polacy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie. Znani i nieznani. Ja chciałabym oddać głos tym drugim, nie będę więc odwoływać się do Stefana Żeromskiego, Władysława Reymonta, Andrzeja Struga, Lucjana Rudnickiego, Tadeusza Peipera, Borysa Pasternaka, Władysława Broniewskiego czy Anny Świrszczyńskiej, których utwory również tu znajdziemy. Antologia podzielona jest na cztery części odpowiadające okresom: 1852-1905, 1905-1914, 1914-1918 oraz 1918-1939. Tym tropem idę i ja. 

„[…] na ulicach ludu mrowie / Ulice długie, wszędzie ruch / Fabryczne gwizdki stugłosowe / Syk pary słychać, maszyn huk…”  tak widział Łódź reporter rosyjskojęzycznej gazety „Łodzinskij listok” Kuzmicz, który w 1896 roku opublikował parodię-żart „Demon”. Z kolei jego rodak, Wujek Mitia, w „Małym felietoniku” z 1904 roku opisywał łódzkie cukiernie „[…] Grycendel, Gul, Janowski / Szmagier, Ulrich i Roszkowski”, gdzie „Goście kawkę popijają / I ciasteczka połykają…” 

 
Rok 1905 to znacząca dla Łodzi data – rozruchy rewolucyjne objęły całe miasto, polała się krew, więzienia zapełniły aresztowanymi robotnikami, dochodziło do zamachów, w których ginęli znienawidzeni fabrykanci.

 

O śmierci jednego z nich, Juliusza Kunitzera, tak pisał anonimowy autor – „Tam na przystanku przy Nawrot ulicy […] Z tyłu, na platformie dwaj bojownicy stali / I każdy pojedynczo z brauninga wali / Lud cię prosił daremnie, prosił ze łzami, / A tyś mu, łotrze, odpłacił kozakami […] Kończysz dziś swe życie – masz więc pozdrowienia / Od twych robotników wpakowanych do więzienia”. Chodziło zapewne o więzienie na ulicy Długiej (dzisiejsza ul. Gdańska), opisywał je w 1908 roku kolejny nieznany poeta – „Jest na Długiej kamienica / wszystkie okna zbrojne kratą / A w dziedzińcu szubienica / To mój pałac za caratu…” Kilka lat później Jan Wolny w „Gazecie Łódzkiej” zamieścił prozatorską impresję, której tytuł mówi sam za siebie – „Psie miasto”, a niejaki Czułek tak odniósł się do zorganizowanego 17 września 1911 roku Dnia Ubogich – „Na ulicy Wolborskiej / Wycieńczony od głodu / Padł jak długi, Żyd biedny / Wśród braterstwa narodu…” Choć zdarzały się i lżejsze tematy, w niemieckojęzycznym „Neue Lodzer Zeitung” z 1914 roku znajdziemy rozważania na temat „Łodzianki”, najczęściej „brunetki […], niekiedy w odcieniu ciemnej, miedzianej czerwieni”, przykładającej „wielką wagę do obuwia i schludnej fryzury” i do tego charakteryzującej się „swobodą i pewnością siebie w życiu publicznym”, co daje jej „przewagę nad jej […] niemieckimi siostrami”!

Kolejna cezura czasowa – rok 1914 i bitwa pod Łodzią, o której we wspomnianej przed chwilą gazecie, tak pisał E. von Ludwig – „Od wczesnego rana ze wszystkich stron nadlatywały pociski. Już są w północno-wschodniej części miasta. Bałuty wyludnione! Pociski leciały aż na Nowy Rynek […] naliczyłem piętnaście granatów, które wybuchały tuż obok. Potem nagle usłyszałem: ”Wywiesić białe flagi!” Słowa te wykrzyczał niemiecki jeździec […], grożąc, iż w przeciwnym razie Łódź spłonie w ogniu ostrzału”. Niezwykle przejmujące są, pochodzące z okresu I wojny światowej, wiersze Ireny Tuwim opisującej „Dziecię miasta, w wilgotnej wyrosłe piwnicy […] Zionącej, brudnej izby duszną wonią wstrętną…” czy opowiadanie Zofii Wojnarowskiej o „Stefku z Bałut”, który – zastępując powołanego do wojska ojca – musiał utrzymać rodzinę. „Rój głodnych dzieci, wystających przed bramami domów, goniący tramwaje z narażeniem życia, drepczący niestrudzenie, zachrypniętym głosem zachwalający sensacyjne wieści […] biedni, mali gazeciarze”. 

 
Historia Stefka opublikowana w „Nowym Kurierze Łódzkim” z 1917 roku nie ma szczęśliwego zakończenia – pochwycony przez oddział kozacki i oskarżony za kolportaż legionowego pisma Stefek czeka na egzekucję, bo – jak powiedział oficer rosyjski – „za „Wiadomości Polskie” to się u nas wiesza”…
 

Rok 1918, odzyskanie niepodległości. Co dziwne, to wielkie wydarzenie nie znajduje odbicia w utworach zawartych w antologii. Są za to pamiętne słowa Tuwima z 1920 roku o rodzinnym mieście – „Więc kocham twą urodę złą”… Jest szalony spacer Witolda Wandurskiego ulicami „Karola – Pańską – Radwańską – hen – na Karolew”… I niesamowita „Lola Gzyms – Łódzka Titine”, czyli „Wesoła tragedia rozpalonych zmysłów w 50 aktach” nieznanego autora z „migawkowymi zdjęciami” Stanisława Dobrzyńskiego. Ten swego rodzaju komiks ukazał się w „Expressie Wieczornym Ilustrowanym” w 1924 roku i opowiadał o Loli, która „chyżo znów Pietryną mknie / wesoło wokół zerka…”, podbijając serca licznych wielbicieli. Trochę później, na tych samych łamach, drukowano w odcinkach powieść sensacyjno-erotyczną z życia Łodzi „Demon Czarnej Willi” Juliusza Starskiego, a w „Kurierze Łódzkim” Stanisław Rachalewski pisał o Łodzi – „Na ciemnoszarym nieba tle / gdy jutrznia spłynie złota / z pomroków nocy, w świtu mgle / wynurza się Golgota…” O Żydach, stanowiących 1/3 mieszkańców Łodzi przypominał Szalom Asz w swej trylogii „Farn mabl” („Przed potopem”) – „Nerwowy nastrój, poruszające się brody, umykające, niespokojne oczy, która pytają, pragną, szukają, morze żydowskich czapek…” – to ulice miasta, a chasydzki dom modlitwy na jednym z podwórek – „Szereg Żydów w czarnych chałatach, trzymając się za plecy, poruszał się w tańcu. W świetle płonących świec pochylali się nad otwartymi foliałami Talmudu”…

 
Łódzka Golgota powraca w wierszach Marii Przedborskiej, nauczycielki, poetki i dziennikarki, która pracowała w inspekcji pracy – „Skaleczone, przebite, ucięte, zmiażdżone / palce, dłonie, ramiona w chwycie maszyn ślepym… / Ciemno oczy, ogłuchłe uszy, poparzone / nogi, biodra, strzaskane piersi i czerepy…” – wiersz „Nieszczęśliwe wypadki” ukazał się w łódzkim dzienniku „Głos Poranny” w 1932 roku.

 

Trzy lata później Antoni Kasprowicz pisał – „Szedł wolno i z dzikim uporem / czerwienią spluwał na chodnik / Widzewskiej Manufaktury – robotnik”. 1918-1939 – koniec jednej wojny i początek drugiej – okres w życiu miasta pełen cieni, ale i przebłysków, radosnych chwil, które tak utrwalił młody poeta Konstanty Dobrzyński – „Kwieciste plamy. Żwir. Obłok zieleni. / Słońce – kadź wielka z roztopionym złotem” – to „Park Poniatowskiego” – „Kobiece twarze – rój barwnych motyli / rozmigotanych i kuszących grzechem” – autor tych słów, zaledwie 31-letni, zginął w kampanii wrześniowej 1939 roku.

Antologia Budzi się Łódź… to książka niezwykła. Jej redaktorzy, Katarzyna Badowska, Tomasz Cieślak, Krystyna Pietrych, Piotr Pietrych i Krystyna Radziszewska zadbali o to, by — jak czytamy we wstępie — dać „możliwie pełny, zróżnicowany i dynamiczny obraz miasta i jego literatury, w całej jej rozmaitości gatunkowej oraz estetycznej”. Jest tu wiele tekstów pisarzy żydowskich, niepublikowanych dotychczas w zbiorach poświęconych Łodzi. Ich przekład zawdzięczamy jidyszystom – Dariuszowi Dekiertowi, Julii Makosz, Izabeli Olejnik i Monice Polit. Utwory pisane w języku rosyjskim przetłumaczyła Anna Bednarczyk, zaś przekładów z języka niemieckiego dokonały Małgorzata Półrola i Krystyna Radziszewska. Co ciekawe, spora część tekstów, jakie znalazły się w antologii — szczególnie rosyjskich — została odnaleziona w Rosyjskiej Bibliotece Narodowej w Sankt Petersburgu, gdzie leżały zapomniane i nieobecne w polskich bibliografiach. Liczne przypisy, które odnajdziemy w książce, komentarze, notki świadczą o tym, jak wielką pracę wykonali jej twórcy.

To dzięki nim Łódź została obudzona. W naszej pamięci i sercach.

Komentarze

9.11.2020

Inne teksty tego autora

Wanda – kaliber 6,35

Cudem ocalali wracali do miejsc, w których się urodzili i gdzie mieszkali. Z nadzieją, że odnajdą swych bliskich i rzeczy, jakie pozostawili. Nie czekano na nich. Brak było powitań i okrzyków radości....

Całe moje życie

Mogę powiedzieć, że uniwersytet to całe moje życie. Zaczęło się od marzeń. Gdy jako dziecko spacerowałam z moimi psami ulicą Narutowicza, gdzie mieszkałam, a także pobliską Uniwersytecką czy Matejki, ...