Marcin Maria Bogusławski

Marcin Maria Bogusławski

Historyk filozofii, nauczyciel akademicki
Więcej

Polegać na sobie

I.

Od czego zaczyna się zgoda?

Od kilku spiżowych dźwięków. I od Emersona.

Charles Ives nadał swej monumentalnej drugiej sonacie fortepianowej nazwę Concord. A pierwsze jej ogniwo poświęcił postaci filozofa Ralpha Waldo Emersona.

Ilekroć słucham tej sonaty, zastanawiam się, jak muzyka współbrzmi z filozofią i biografią tego amerykańskiego transcendentalisty. Muzyka jest swobodna, rozlewa się szeroko, poza kreskami taktowymi i klasyczną dyscypliną formy.  Narracja oparta jest na kontrastach – wiele w niej dźwiękowych wybuchów i wysokiej dynamiki, na tle których impresjonistycznie migocą momenty uspokojenia, jakby zadumy. No i jest jeszcze w tej muzyce nawiązanie do motywu losu kołaczącego do drzwi, wymowna drobina z Beethovena.

 

Opowieść o szukaniu współbrzmień? O procesie poszerzania swojego życia? I czynienia z niego całości – zarazem jako spełnionego ludzkiego ja, jak i harmonii człowieka ze światem? Świadectwo, że tworzenie siebie to budowanie świata? Walka z przeciwnościami, która prowadzi zawsze do chwil szczęścia i wyciszenia? Wiara w to, że życie samo w sobie nie zna granic – granice bowiem ustalają społeczeństwa i jednostki?

 

Odpowiedzi warto szukać u samego Emersona. Tym bardziej, że jego opowieść wciąga literacko. Nie jest on suchym, akademickim filozofem. Nie bawi się technicznym żargonem. Nie przemawia do ludzi wtajemniczonych. Pisze plastycznie, stosuje kwieciste porównania. Niekiedy poucza, ale generalnie chce dać do myślenia, prowokując czytelnika do samodzielnego wysiłku.

 

II.

Mój powrót do Emersona zbiegł się z lekturą książki Liberalizm polski (pod redakcją Ireneusza Krzemińskiego). Paweł Śpiewak stawia w niej tezę, że nasze społeczeństwo było – i chyba nadal jest, a przynajmniej bywa – sterowane za pomocą mechanizmów, które zaniżają naszą samoocenę, a więc zaniżają wartość człowieka. Uczymy się życia w lęku – że nie sprostamy oczekiwaniom rodziców, nauczycieli, partnerek/partnerów, szefów, polityków, społeczeństwa. Nieustannie próbujemy się poprawiać, dyscyplinować. Gubimy przez to nadzieję, marzenia odkładamy na później, a zamiast zaufania do innych ludzi tworzymy dystans – w końcu wokół nas toczy się, jak pisze Śpiewak – brutalna walka „o pieniądze, o pozycję i rzeczy”.

 

W kontekście tej diagnozy szczególne wrażenie zrobił na mnie szkic Emersona zatytułowany Poleganie na sobie. Opowiada on o tym, jak silnie tłamsi człowieka ciężar przeszłości i konformistyczne podporządkowanie się społeczeństwu i jego mechanizmom. Emerson pisze o świecie, w którym człowiek czuje się intruzem i bękartem. Efektem takiego odczuwania swojej pozycji jest chęć sprostania własnej tradycji i oczekiwaniom innych po to, by poczuć się „usynowionym”.

 

A przecież nie my istniejemy dla świata, ale świat istnieje dla nas. Nie powinniśmy być istotami biernymi, ale nawet w najtrudniejszych momentach życia winniśmy pamiętać, że wciąż możemy oddziaływać na to, co się dzieje, że możemy zmieniać siebie, swoje położenie, rzeczywistość wokół nas. Aby te słowa nie były puste, musimy jednak pamiętać o dwóch rzeczach.

 

Po pierwsze, że żyjemy tu i teraz. Przeszłość już minęła, a przyszłość będzie na miarę tego, jaka jest nasza teraźniejszość. Emerson pisze: „Ale człowiek ociąga się albo rozpamiętuje; nie żyje w teraźniejszości, lecz z odwróconą głową opłakuje przeszłość, czy też nie bacząc na otaczające go bogactwa, wspina się na palce, żeby dojrzeć przyszłość. Nie może być szczęśliwy i silny, póki on także nie będzie żył z przyrodą w teraźniejszości ponad czasem”.

 

Po drugie, że to, co czujemy i myślimy ma wartość. Emerson widzi w każdym człowieku potencjalnego geniusza, który zamiast mówić od siebie, tłamszony jest przez wymóg powoływania się na autorytety z przeszłości. „Wierzyć swej własnej myśli – pisze –; wierzyć, że to, co w głębi twego serca prawdziwe jest dla ciebie, jest prawdziwe dla wszystkich ludzi – to jest geniusz”. I dodaje: „…największą zasługą przypisywaną Mojżeszowi, Platonowi i Miltonowi jest to, iż lekceważyli księgi oraz tradycje i mówili nie to, co ludzie myśleli, lecz to, co oni myśleli”.

 

Mówiąc inaczej, powinniśmy nauczyć się dbać o siebie – niekiedy na przekór społeczeństwu, a na pewno na przekór tym zjawiskom, które obniżają wartość człowieka, jego samoocenę. Nie oznacza to jednak, że egoistycznie mamy skoncentrować się wyłącznie na sobie. Emerson wierzy bowiem, że świat jest całością, w której wnętrzu migoce Światło. Mówi o jedności przeciwieństw, w tym dobra i zła. Pisze o symbolicznych analogiach między przyrodą a moralnością. Podkreśla znaczenie obowiązku w życiu człowieka. Czerpie pełnymi garściami z tradycji filozofii Wschodu i Zachodu, dając świadectwo tego, że życie tu i teraz oraz mówienie we własnym imieniu mogą być zarazem wolne i zakorzenione w tradycji. Prawda, jego poglądy, choćby na nauki przyrodnicze, potrafią trącić myszką. Ale przecież „przemija oblicze tego świata”. To, co najistotniejsze – idea polegania na sobie jako źródła twórczego i spełnionego życia – wydaje mi się szalenie aktualne. Kto wie, czy nie dlatego, że Emerson myślał z wnętrza swojej teraźniejszości, nie próbując snuć planów na nieudolnie podpatrywaną przyszłość?

 

Komentarze

12.01.2018

Inne teksty tego autora

NOWA HUMANISTYKA

W dniach 26-27 kwietnia na Wydziale Filologicznym UŁ odbywać się będzie konferencja Humanistyka — kulturotwórcze perspektywy. Jak deklarują Organizatorzy: „Celem konferencji jest przekrojowa prezentac...