Błażej Ciarkowski

Błażej Ciarkowski

Architekt, historyk sztuki
Więcej

Strzemiński, Kardaszewski i Zamek Królewski

„Oni nic nie rozumieją”- denerwował się Bolesław Kardaszewski, a jego zazwyczaj spokojna twarz mieniła się emocjami. Stan tak silnego wzburzenia był u profesora rzadkością. Dbał, aby niezależnie od sytuacji zachowywać angielską powściągliwość. Jedynie wśród bliskich osób pozwalał sobie na chwilowe rozluźnienie. Tym razem w gronie zaufanych współpracowników dał upust tłumionym emocjom. Te zaś sprowokowane były przez wiadomość, jaką dostał z Warszawy, prosto z Ministerstwa Kultury i Sztuki.

 

Pozornie wszystko było w jak najlepszym porządku. Minister Lucjan Motyka podtrzymał decyzję o realizacji projektu Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych im. W. Strzemińskiego w Łodzi. Niestety, znacząco zredukował nakłady finansowe. Na inwestycję przeznaczył jedynie 50 milionów złotych, co przy projektowanej i już zatwierdzonej kubaturze wynoszącej 50 tysięcy metrów sześciennych, było kwotą śmiesznie małą. Konieczne okazało się wprowadzenie daleko idących zmian. W rzeczywistości oznaczało stworzenie kompletnie nowej koncepcji uwzględniającej narzucone ograniczenia budżetowe.

 

PWSSP

 

Od samego początku swojego istnienia łódzkie uczelnie zmagały się z problemami lokalowymi. PWSSP przez pierwsze dwie dekady swego istnienia mieściła się w międzywojennym budynku przy ul. Narutowicza 77. Dopiero w końcu lat 60. zapadła decyzja o budowie nowego gmachu, który miał być dostosowany do specyficznych potrzeb uczelni. Wybrano atrakcyjną lokalizację w północno-wschodniej części miasta w porośniętej zielenią dolinie rzeki Łódki, a sam projekt powierzono czołowym miejscowym projektantom – Bolesławowi Kardaszewskiemu i Leszkowi Łukosiowi. Architekci zaproponowali pasmowo ułożone, niskie pawilony poprzecinane masywnymi kubaturami pracowni. W największym z modułów zlokalizowana miała zostać aula, zaś w osobnym module wydzielono warsztaty. O projekcie tym Kardaszewski mawiał, że „był chyba bardziej odpowiedni do funkcji tej szkoły”. Nowa wersja obiektu, stworzona wspólnie z Włodzimierzem Nowakowskim, została nader pozytywnie oceniona przez środowisko architektoniczne.  Sam twórca określał ją jednak jako „wypadkową wynikającą z ustępstw i dostosowania się do pewnej sytuacji”. Narzekał na konieczność wprowadzenia zmian na etapie realizacji, i uważał, że negatywnie wpływały one na funkcjonalność gmachu.

 

To nie był jednak koniec perypetii projektowo-wykonawczych. Kardaszewski z Nowakowskim zaprojektowali dębową stolarkę okienną i taką samą oblicówkę na elewacjach. Z poświęceniem godnym lepszej sprawy rozrysowywali każdy najmniejszy nawet detal. Tymczasem na początku lat 70. Edward Gierek ogłosił konieczność odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Ten pozornie niezwiązany z Łodzią fakt miał duży wpływ na ostateczny kształt PWSSP. Zamek był realizacją prestiżową, priorytetem dla wszystkich w kraju. Sezonowane drewno dębowe, które Kardaszewski przewidział na elewacjach Szkoły, trafiało do Warszawy. Nie było szans, aby zdobyć wystarczającą ilość materiału. Zamiast tego zamówiono sosnowe deski. Gorszej jakości, niesezonowane, błyskawicznie uległy wypaczeniom. Zimą i jesienią wykładowcy oraz studenci narzekali na wpadający przez szpary w oknach i hulający po pracowniach wiatr. Opatulając się swetrami i płaszczami złorzeczyli projektantowi. Ten zaś mógł jedynie bezradnie rozłożyć ręce stwierdzając, że oto „dzieło mści się na mistrzu”.

Komentarze

15.01.2018

Inne teksty tego autora

Architekci wyklęci?

„Ty mnie nie maluj na kolanach. Ty mnie maluj dobrze”. Bolesław Kardaszewski przytaczał słowa, które w starym dowcipie powiedział Bóg do Jana Styki, ale wcale nie było mu do śmiechu. Kolejny projekt k...