Ewa Ciszewska

Ewa Ciszewska

Filmoznawca, zajmuje się przede wszystkim kinem czeskim i słowackim oraz kulturą filmową Łodzi.
Więcej

Filmy z szafy lekarskiej i świecące długopisy, czyli kino wpisane w losy Uniwersytetu Łódzkiego

Korzenie szczególnego związku Uniwersytetu Łódzkiego i kina sięgają o wiele głębiej niż utworzenie w 1960 r. w Łodzi pierwszej w Polsce akademickiej placówki naukowo-dydaktycznej, jaką był kierowany przez Bolesława Lewickiego Zakład Wiedzy o Filmie działający w ramach Katedry Teorii Literatury UŁ. Kino było ze studentami i wykładowcami od samego początku, bowiem w sytuacji niedoboru infrastruktury uczelnianej sale kinowe stanowiły miejsca odbywania się ćwiczeń i wykładów, co znalazło wyraz w satyrycznym wierszu autorstwa Jana Muszyńskiego, pierwszego dziekana Wydziału Farmaceutycznego UŁ:

 

W wielkiej Łodzi tak jak grzyby
Wyrastają wciąż wszechnice.
Łódź przekształca się w stolicę,
Chociaż trochę tak „na niby”.
W akademie zamieniono
Wszystkie kina, szereg dworów
Profesorskie pełni grono
Role „kinooratorów”.

 

„Kinooratorzy” prowadzili zajęcia w kinie „Luna” na rogu Tuwima i Piotrkowskiej i w „Młodej Gwardii” przy ulicy Zielonej. W momencie utworzenia filmoznawstwa kina zaczęły być wykorzystywane przez uniwersytet także zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem – do wyświetlania filmów. Funkcję sali projekcyjnej dla studentów pełniło kino „Tatry” z ulicy Sienkiewicza oraz sale kinowe Łódzkiego Domu Kultury. Dzięki niepisanej umowie z rektorami Szkoły Filmowej studenci uczęszczali także na projekcje na ulicę Targową. Dziś do dyspozycji filmoznawców pozostaje kameralna sala kinowa w nowym budynku Wydziału Filologicznego na ulicy Pomorskiej, a wyposażone w rzutniki multimedialne sale wykładowe i ćwiczeniowe pozwalają na prezentację wybranych materiałów dydaktycznych. Nie oznacza to jednak, że więzy z kinami zostały zerwane: od czasu do czasu w kinie Kinematograf działającym przy Muzeum Kinematografii odbywają się zajęcia fakultatywne dla studentów kulturoznawstwa, zaś wiosną 2016 nowo powstałe Stare Kino (Piotrkowska 120) zaprosiło członków Koła Naukowego Filmoznawców UŁ do wygłaszania prelekcji przed projekcjami polskich filmów prezentowanych z taśmy filmowej.

W latach 60., 70. i 80. zdobywanie wiedzy filmowej w kinach, podczas jednorazowych projekcji, wymagało specyficznego podejścia w gromadzeniu wiedzy. Tak mówiła o tym Ewelina Nurczyńska-Fidelska:

 

To było już chyba w latach siedemdziesiątych, myśmy namiętnie po ciemku na kolanach robili tzw. fiszki. Ja już jako wykładowca, a także nasi studenci. W ogóle w latach sześćdziesiątych pisało się na kolanach, spisywało scena po scenie jakieś rzeczy, żeby zapamiętać strukturę fabuły, czyli później kompozycję. Myśmy to nazywali fiszkami. Robiło się te fiszki namiętnie, bo bez tego ani rusz. Fiszka to była kartka jak w katalogach: autor, reżyser, wykonawca, długość, kolor, to, tamto, owo. A co bogatsi, chyba w latach siedemdziesiątych dopiero, budzili zazdrość wśród innych, bo mieli te świecące długopisy.

 

Zmiany technologiczna – przejście od taśmy, poprzez zapis magnetyczny , a następnie pojawienie się nośnika DVD oraz dostępność filmów w Internecie – diametralnie zmieniły sposób pracy z dziełem filmowym, a także przyczyniły się do modyfikacji zainteresowań badawczych. Dziś jedynie kilka kliknięć dzieli nas od uzyskania dostępu do dowolnego filmu w dowolnym czasie: ta sytuacja diametralnie różni się od skomplikowanego warsztatu pracy filmoznawcy sprzed czterdziestu lat, przywołanego we wspomnieniach Eweliny Nurczyńskiej-Fidelskiej:

 

W podziemiach biblioteki mieliśmy jeszcze jedną salę, gdzie został postawiony stół montażowy i przy tym stole odbywały się analizy filmów, bo tam można było film zatrzymać i cofnąć. Wchodziło tam kilka osób, kilku studentów czy kilkunastu, jeden na drugim w ten mały monitorek się patrzyło i analizowało, nie cały film, ale jakieś fragmenty, sekwencje. Takie to było filmoznawstwo: dysponowaliśmy zdezelowanym stołem montażowym, przy którym nie wszyscy umieli pracować, tą właśnie „szesnastką”, szafą lekarską, a do kina się chodziło na zewnątrz.

 

 Wspomniana przez Nuryczyńską-Fidelską szafa lekarska funkcjonująca w budynku przy ul. Sienkiewicza mieściła w swoim wnętrzu aparat 16 mm, wykorzystywany do projekcji filmów. Hałas emitowany przez tę przestarzałą maszynę skutkował działaniem, które autorki w odniesieniu także do wielu innych oryginalnych rozwiązań i adaptacji uniwersyteckich, określają pomysłowością niedoboru. Ówczesny pracownik techniczny, pan Eugeniusz Łabieniec, zdobył  oszkloną szafę lekarską i przy pomocy różnych przeróbek wstawił do niej aparat projekcyjny. Po jego włączeniu szafę można było zamknąć, dzięki czemu emitowany przez urządzenie dźwięk nie był tak dokuczliwy. „Szestnastka” w szafie lekarskiej funkcjonowała bardzo długo, od 1956 roku do 2004 roku, czyli momentu przeprowadzki kulturoznawstwa do Pałacu Biedermanna.

 

Dzisiejsze związki uniwersytetu z kinem nie są już wypadkową braków infrastrukturalnych i trudności technologicznych. Studia filmoznawcze są realizowane w ramach organizacyjnych i lokalowych uniwersytetu. Dzięki temu filmoznawstwo może podejmować partnerskie działania z łódzkimi kinami, czego przykładem jest organizowana wspólnie z festiwalem Cinergia międzynarodowa konferencja naukowa „Europejskie kino-dyskursy” oraz inne wydarzenia filmowe inicjowanie przez studentów.

 

 

Wypowiedzi Eweliny Nuryczyńskiej-Fidelskiej cytuję za: Kaja Kaźmierska, Katarzyna Waniek, Agata Zysiak, Opowiedzieć Uniwersytet. Łódź akademicka w biografiach wpisanych w losy Uniwersytetu Łódzkiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2015.

 

Komentarze

25.07.2016

Inne teksty tego autora

Zbrodnie z łódzkiego podwórka

Także zbrodniarze tworzą mitologię miasta. Kto w Łodzi nie słyszał o Ślepym Maksie, rzekomym obrońcy uciśnionych, który kradł bogatym by oddać biednym? Ślepy Maks, właściwym imieniem Menachem Bornszta...