Magdalena Nowicka-Franczak

Magdalena Nowicka-Franczak

Socjolożka, pracuje w Zakładzie Badań Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Autorka pracy „Niechciana debata. Spór o książki Jana Tomasza Grossa” (2017), wyróżnionej przez Polskie Towarzystwo Socjologiczne Nagrodą im. Stanisława Ossowskiego. Stypendystka Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu oraz Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Stała współpracowniczka „Tygodnika Powszechnego”.
Więcej

Mapa poszukiwaczy prawdy

Zaiste Polska to raj na Ziemi. No, może nie dla wszystkich. Jednak na pewno jest Eldorado dla tropicieli błędów logicznych, wewnętrznych sprzeczności i kwadratur koła. Co ciekawe, nie przeszkadzają one w tym, by życie polityczne i społeczne toczyło się wartko, niczym lokomotywa z wiersza Juliana Tuwima, która „(…) biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej / I dudni, i stuka, łomoce i pędzi”. Powinno nas jednak martwić, że w piecu tej lokomotywy pali się resztkami prawdy o władzy, o społeczeństwie, i o nas. 

 

Nie wierzycie? Nie szkodzi, prawda nie jest przedmiotem wiary. Jak przypomina Michael Patrick Lynch w książce Prawda i życie. Dlaczego prawda jest ważna (2020): „Jeśli coś jest prawdziwe, to nie znaczy, że będziecie w to wierzyć; a jeśli w coś wierzycie, to nie znaczy, że to jest prawdziwe”. Lynch, kierownik Instytutu Humanistyki na Uniwersytecie w Connecticut (są na szczęście jeszcze takie miejsca na świecie, gdzie status humanisty jest chlubą, a nie synonimem życiowej przegranej), swoją obronę prawdy pisał w czasach George W. Busha, który w 2003 roku rozpoczął inwazję na Irak nie tyle wbrew faktom, ile za pomocą wyrobów faktopodobnych na temat posiadania przez reżim Saddama Husajna broni masowego rażenia. W epoce Donalda Trumpa rozprawa Lyncha zyskała na aktualności, a przecież nie chodzi mu o pielenie wyłącznie amerykańskiego ogródka. To, co nazywa postawą postprawdy, czyli ignorowaniem (dogmatycznym lub cynicznym) różnicy między prawdą a fałszem, rzeczywistością i fikcją, jest niczym wirus z Wuhanu: problemem globalnym, ponadklasowym i ponadpartyjnym.

Dla Lyncha prawda stanowi bezcenny skarb, wart długoletnich poszukiwańW Polsce można je prowadzić bez końca, bo choć o prawdzie dużo się tu mówi, to coraz mniej wiadomo, jak ona „tak naprawdę” wygląda. Weźmy wydarzenia z raptem kilku dni lipca. W przedwyborczy poniedziałek, 6 lipca, odbyły się dwie „debaty prezydenckie”. W jednej wziął udział jeden kandydat, w drugiej – drugi

 

W obu przypadkach przygotowano dla nieobecnego kontrkandydata mównicę i zwracano się do pustego postumentu, jakby był wyimaginowanym towarzyszem. A publiczność miała uwierzyć, że od teraz polityczny monolog jest debatą, a Polska jest tam, gdzie kamera z – odpowiednio – biało-niebieskim albo żółto-niebieskim logo.  

 

W niedzielę, 12 lipca, Polacy dość tłumnie wybrali się na wyboryDo godziny 21.00 niemal połowa wyborców – 10 milionów osób – była w stanie przymknąć oko na wady konstytucjonalne, jakimi było obarczone to głosowanie. Od godz. 21.00, po opublikowaniu wyników badania exit poll, zaczęło lawinowo przybywać opinii, że wybory były fikcyjne i skrojone pod reelekcję prezydenta Dudy. Dowody na stronniczy charakter procesu wyborczego istniały jednak już przed dniem głosowania. Czy ci, którzy mimo to poszli wybierać prezydenta, naprawdę zostali wprowadzeni w błąd, czy też przegrali zakład, który sami przyjęli – że uda się zagrać na nosie partii rządzącej i odsunąć ją od pełni władzy, biorąc udział w wadliwych prawnie wyborach? I czy mimo wszystko wynik wyborów należy traktować jako faktyczny

czasie gdy wielu niepogodzonych słało protesty wyborcze, zwycięzcę także rozbolała głowa – sądził, że z gratulacjami zadzwonił do niego sam sekretarz generalny ONZ. Czujność i zmysły prezydenta tym razem zawiodłyWe wtorek, 14 lipca, jego rozmowę z rosyjskim pranksterem mógł już usłyszeć każdy użytkownik YouTube’aNawet jeśli ten mało wyszukany żart niewiele mówi o Andrzeju Dudzie jako człowieku, to obnaża bolesną prawdę o państwie jako instytucji. Na pocieszenie dla prezydenta należy dodać, że tym samym wrabiaczom” udało się nabrać m.in. przywódcę Francji EmmanuelMacrona oraz ulubieńca mediów księcia Harry’ego. Może więc internetowe żarty obnażają prawdę nie tylko o polskich elitach, ale w ogóle o możnych tego świata 

Ktoś powie, że nie warto łamać sobie głowy szukaniem odpowiedzi na powyższe abstrakcyjne pytania. Obiadu z nich nie ugotujesz i nie zapłacisz nimi rachunków. Lynch ma gotową odpowiedź na takie myślenie: Nieprzejmowanie się prawdą to rodzaj tchórzostwa”

 
Na drogowskazie, który powinien przekonać do codziennych wypraw po prawdę, widnieją trzy kierunki. Prawda leży tam, gdzie działa się w sposób prawy, gdzie żyje się autentycznie, i tam, gdzie można mówić władzy prosto w oczydlaczego nie jest moralna
 

Na mapie tej wyprawy znajdują się wskazówki podane m.in. przez Arystotelesa, Kartezjusza, Fryderyka Nietzschego, Charlesa Sandersa Peirce’a, Ludwiga Wittgensteina, Rudolfa Carnapa, Michela Foucaulta, Richarda Rorty’ego czy Stanleya Fisha. Niektóre wskazówki są trafne, inne prowadzą na manowce. Lynch wadzi się z relatywizmem, pragmatyzmem, pozytywizmem logicznym, partykularyzmem, teorią korespondencji i redundancji, czyli różnymi teoriami, które próbują podważyć ideę prawdy obiektywnej – przyznaje jednak, że nie istnieje coś takiego, jak pełna i niewzruszona prawda o człowieku.

Prawda jest bardziej jak miłość niż jak pieniądze” – przekonuje Amerykanin, zaznaczając przy tym, że jej poznanie nie musi prowadzić do wymiernych zysków, ale mimo to pozostaje bezcenne jako część ludzkiej samowiedzy, będącej pierwszym krokiem do szczęśliwego życia. Jednocześnie poszukiwanie prawdy wymaga pokory wobec niej samej oraz uznania historycznej zawodności tego, co uchodzi za fakt w danej epoce. Żyjąc w średniowieczu, też wierzylibyśmy, że Ziemia jest płaska. Z kolei wiele dzisiejszych zbiorowych prawd będzie nowym średniowieczem dla naszych prawnuków.

Przyznając to, wracamy do punktu wyjścia. Z posiadania pojęcia prawdy wynika jego wartość w życiu społecznym. To ono uczy, jak odróżnić narrację (jakiejkolwiek) władzy od tego, co rzeczywiste. To ono pozwala odrzucić dogmat o nieomylności własnej grupy i rozpoznać symptomy tyranii większościDo swojej mapy Lynch dorzuca jednak ważkie zastrzeżenie, które żadnemu poszukiwaczowi prawdy nie będzie łatwo zaakceptować: „sam akt wzięcia prawdy na cel wymaga dopuszczenia możliwości, że możemy weń nigdy nie trafić”Wtedy pozostaje tylko przekazać pałeczkę nowym śmiałkom. 

Komentarze

10.08.2020

Inne teksty tego autora

Ostry cień dyskursu

Tak jak pan Jourdain całe życie mówił prozą, tak my mówimy dyskursem, przyzwalając nieopatrznie, by ów wszędobylski i hałaśliwy towarzysz zastąpił nasze myśli i narzucił strukturę uczuć. Oczywiście, m...