Tomasz Konopka

Tomasz Konopka

kulturoznawca, teatrolog, współtwórca kilku niezawodowych grup teatralnych, inscenizator, dostarczyciel tekstów scenicznych, grafik i plastyk
Więcej

Uff, może to i lepiej, że zostanę dziwakiem

Ta tęsknota pobycia choć przez chwilę innym, dziwnym, obezwładnia jak obietnica niecodziennej rozkoszy, a przy okazji objawia nasze najskrytsze potrzeby i marzenia. Czy istnieje takie bezpieczne miejsce, gdzie można pogodzić nienasyconą binarność naszego ja, nie zakłócając przy okazji społecznego porządku – przestrzeń, gdzie można beztrosko obnażyć się bez konsekwencji?

 

W teatrze każdy może się obnażyć i to nie całkiem samotnie, i prawie bez konsekwencji. Ktoś rozsądny podpowie, że taka ekspiacja jest normalna, wszak występujący na scenie jest zakryty rolą. Znudzeni teatrolodzy dodadzą: „To oczywiste, że aktor zawsze jest czymś okryty. Dziwne jest, że ktoś próbuje znaleźć inną definicję aktorskiej kreacji. Aktor nawet, wtedy gdy jest nagi, zawsze – nie ma co do tego wątpliwości – pozostaje w jakiś sposób ubrany, a przez to zupełnie zwyczajny”. Cytując za Lukasem Linderem: „Co więcej: wydaje się, że dziwacy nie mają czego szukać w twórczości dramatycznej”. Zatem teatr może być (i zapewne jest) miejscem, w którym dzieją się rzeczy zupełnie normalne. W teatrze wszystko jest ułożone, zainscenizowane, wyreżyserowane, nic nie podlega przypadkowi. Możemy wręcz ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że to raczej życie jest pełne swoistego szaleństwa.

 
Dziwakami jesteśmy wszyscy, a nie ci pozbawieni skrupułów, manipulujący naszymi emocjami aktorzy, szarlatani czy nawet prorocy. Otóż wszyscy wypełniamy społeczne zadania, gramy jakąś rolę naznaczoną wyłącznie determinacją innych, podobnych do nas freaków.

 

Oto dlaczego Anglicy tolerują ekscentryków oraz Królową, oraz dlaczego Czesi mają „nieznośną lekkość bytu” i fenestracyjne poczucie humoru, Polacy – historię, z którą nie wiedzą co zrobić, a Hiszpanie – mañana oraz Don Kichota, Japończycy – kawai, czyli girl anime, a Włosi – pizzę i spaghetti oraz małe państwo w centrum stolicy rządzące duszami znacznie rozleglejszego państwa niż ich własne. Wspomnijmy jeszcze Szwajcarów, od których zaczyna się ta anegdota, gdyż inspiracją do jej przywołania były teksty z publikacji Ze szczytów Alp… Dramat i teatr Szwajcarski XX i XXI wieku, a zwłaszcza niezwykle oddziałujący na mą wyobraźnię rozdział: Bohaterowie niespokojni – otóż Szwajcarzy mają referenda w takich kwestiach jak przycinanie rogów krowom i kozom hodowlanym czy przyznanie praw podstawowych ssakom naczelnym (jakby to nie było oczywiste, wszak my także należymy do tej grupy).

 
Można oczywiście tę wyliczankę przeciągnąć przez wiele nacji, lecz ostatecznie zawsze dotrzemy do niepodważalnych, jednoznacznych wniosków, które brzmią: ekscentryczność jest cechą immanentną każdej jednostki ludzkiej!

 

 

Możemy zatem sobie wyobrazić scenę w takim niepozbawionym normalności teatrze, w której samotny, nagi mężczyzna pisze testament. Oczywiście natychmiast podniesie się „nierozsądny” głos z widowni: „Po co samotnemu mężczyźnie testament!?” Nikt nie zada sobie zrozumiałego w tej sytuacji pytania: Czy to, że ktoś pisze testament, naprawdę jest celem spotkania pomiędzy widzem a aktorem? Wszak nie jesteśmy pewni, czy samotny mężczyzna na scenie udaje, że siedzi przy stoliku i pisze testament, czy też rzeczywiście pisze najprawdziwszą, ostatnią wolę, klucz do własnego życia? Bo – i tu trzeba to wyraźnie podkreślić – to nie TEATR wyróżnia się w tej opozycji, ale codzienność zdaje się na swój sposób wyjątkowa. Teatr – jak wykazałem wcześniej – jest niczym więcej jak oazą normalności. Co innego – my, ludzie wobec prawdziwego, nieudawanego (patrz teatralnego) życia. My jesteśmy jakoś rozkosznie napędzeni. Tym bardziej, gdy już ochłoniemy i przeanalizujemy szaleństwo własnej egzystencji, pragniemy nieco zwolnić, zaznać odrobinę porządku, prostoty powszedniości.

 
W tym ujęciu codzienność staje się wręcz cywilizacyjną potrzebą, czymś, co za chwilę będzie dostępne tylko na specjalne talony. Tutaj mała dygresja futurologiczna – co się stanie, gdy utracimy podmiotowość na rzecz sztucznej inteligencji?

 

Dzisiejsze wiadomości donoszą, że gigant IT z Krzemowej Doliny, stworzył superkomputer oparty na kwantowym procesorze – co oznacza, że gdy tylko zostanie podłączony do nieograniczonych zasobów Internetu, błyskawicznie przeanalizuje jego zasoby, poznając gen ludzkiej tożsamości i wykorzysta tę wiedzę do manipulacji ludźmi. A posiadłszy nieograniczoną wiedzę, szybko stanie się od nas inteligentniejszy, a to oznacza logiczny i tym samym rozwiązujący wszystkie problemy (i pewnie będzie mógł znacznie więcej), a skoro wszystkie nasze problemy zostaną rozwiązane, to będzie nareszcie normalnie i wtedy… wtedy nie będziemy mogli już sobie pozwolić na niecodzienność, gdyż szybko zostaniemy sprawdzeni, zweryfikowani, a potem sprowadzeni do analitycznej normy, zostanie nam przywrócony kręgosłup cywilizowanej logiczności. Pozanormatywność, etyczne czy artystyczne miazmaty, wątpliwości wynikające z ludzkiej natury, odejdą w przeszłość, nastanie era upragnionej, konstruktywnej zwyczajności. Dlatego, póki jeszcze mamy czas, pobądźmy nierozsądni, a może nawet i DZIWNI.

 

Tytuł artykułu jest parafrazą słów Lukasa Lindera: „Uff, może to i lepiej, że nie zostanę dziwakiem”, Ze szczytów Alp… Dramat i teatr Szwajcarski XX i XXI wieku pod redakcją Karoliny Sidowskiej i Moniki Wąsik, rozdział Teatr dziwaków.

Komentarze

27.11.2019

Inne teksty tego autora

(Nie)codzienna rewolucja

Każda z epok ma swój udział w formowaniu rzeczywistości. Czasem jest to tylko drobna korekta, zmiana szyldów i nazw. Innym razem dynamika zdarzeń objawia się krwawą, rewolucyjną rzezią – zawsze był to...

Heroiczne tsunami

W pewnej chwili świat wziął głęboki oddech, a potem kichnął tak potężnie, że wzbudzonej energii nie udało się zatrzymać. Dziewiętnastowieczna rewolucja przemysłowa przemodelowała większość zjawisk, do...