Magdalena Żakowska

Magdalena Żakowska

adiunkt w Katedrze Teorii i Historii Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych UŁ. Opublikowała książki: „Russland- i Polendeutsche. Zaprogramowanie kulturowe niemieckich „późnych przesiedleńców" z Rosji i z Polski” (Łódź 2011), „Europa i Niedźwiedź” (wraz z Andrzejem de Lazari i Olegiem Riabowem; Warszawa 2013) oraz „Kłopoty z Niedźwiedziem. Rosja w niemieckim, austriackim i szwajcarskim dyskursie medialnym od XIX do XXI w.” (Łódź 2020). Interesuje się kulturą i polityką zagraniczną Rosji w okresie nowożytnym, a także dziewiętnastowieczną i dwudziestowieczną niemiecką karykaturą polityczną.
Więcej

Kłopoty z Niedźwiedziem

Są barwni. I niepokorni. Anna Politkowska pisze, że sama nie wie, dlaczego poświęca tak wiele czasu Putinowi; ten ma przecież „nieciekawą osobowość podpułkownika” i zdaje się mówić po chamsku: „Myśleliście sobie, że jestem nikim, ale tym razem to mi się udało”. Aleksiej Nawalny jest pełen pogardy dla karierowiczów, „oszustów i złodziei” z Jednej Rosji. Garri Kasparow grzmi o „państwie policyjnym Putina” i europejskich politykach-hipokrytach, „rozmawiających o sprawiedliwości i demokracji tylko do momentu pojawienia się nowego gazociągu”. Poważni politycy słowa ważą znacznie uważniej. Gdzie więc szukać – poza sferą rosyjskich dysydentów – barwności i wolnej ekspresji słowa?

 

W wieku XIX w. rolę krzyku wolności spełniały pisma satyryczne. W wieku XX zaś – i obecnie – niszowi, radykalni dziennikarze i politycy. W poruszanej tu tematyce rosyjskiej ogromną wagę posiada zaś satyra i dziennikarstwo w świecie niemieckojęzycznym – ze względu na tradycję „niebezpiecznych związków” Rosji i Niemiec.

Problem satyry, propagandy, wrogości, ale i wysiłku na rzecz zrozumienia niepojętej Rosji w Niemczech, Austrii i Szwajcarii omawia opublikowana przeze mnie książka Kłopoty z Niedźwiedziem. Jaki więc jest ten Niedźwiedź? Groźny, śmieszny, cierpiący, nieporadny. Tańczy na salonach, obściskuje się w łóżku z francuską Marianną… A kiedy nie flirtuje ani nie tańczy, próbuje zgwałcić Europę. Cierpi w klatce lub chodzi w takt katarynki, czasem zaś pada ofiarą mordu na polowaniu. Śledzenie metafor rosyjskiego Niedźwiedzia jest niczym podróż przez historię i kulturę Europy, czasem zaś – bardziej zwyczajnie – niczym podróż przez życie artystów-twórców wspomnianych karykatur.

Zgodnie z tezą, którą starałam się udowodnić, wspomniane wizerunki Rosji – choć powstawały w reakcji na rzeczywiste wydarzenia – stanowiły siłą rzeczy efekt projekcji, rzutowania na Obcych/Innych problemów dotykających kraj, w którym obrazy te powstały; wiązały się one w znacznym stopniu z przypisywaniem Rosjanom rodzimych – niemieckich, austriackich, szwajcarskich (europejskich) – bolączek, obsesji i fobii. W książce pragnęłam unaocznić, że stereotypy, jak zauważył Antoni Kępiński, więcej mówią o tych, którzy je stworzyli, niż o tych, których portretują. Tym natomiast, co interesowało mnie najbardziej, był związek między satyrą i dziennikarstwem a kulturą i tożsamością narodów niemieckiego obszaru językowego.

 
 Obraz „duszy rosyjskiej” – jak chciałam uzasadnić – długo funkcjonował wśród Niemców jako ich odwrócone odbicie, sposób na kompensowanie przez nich kompleksu niższości wobec wielkich mocarstw oraz wyraz ich narodowej hybris. Był to też – przez większość dziejów objętych analizą – obraz szczery o tyle, że nieskażony grożącymi jego twórcom, oraz mediom, oskarżeniami o seksizm, nacjonalizm, rasizm lub ignorancję polityczną.

 

Z kolei obecna tożsamość Niemców – tym samym zaś i debaty o Innych – oparta jest od kilkudziesięciu lat na pryncypiach zupełnie odmiennych. Przede wszystkim, odcina się ona od dziedzictwa nacjonalizmu. Po drugie, wykazuje wrażliwość na racje „drugiej strony” i obawy przed oskarżeniem o fundamentalizm. W komentarzach autorów niemieckojęzycznych wypowiadających się na temat „kwestii rosyjskiej” dominują obecnie dwie perspektywy: liberalna (antyautorytarna) i lewicowa, w znacznym stopniu dopatrująca się wielorakich skaz nie (ewentualnie: nie tylko) w rzeczywistości Rosji, lecz (również) w Niemczech (Austrii itd.), Europie, na Zachodzie. Pojawia się w nich także podejście, które za Francisem Fukuyamą nazwać można polityką terapeutyczną lub polityką godności. Podejście to wynikać ma z przekonania o tragicznych konsekwencjach resentymentów, które rodzą się, gdy dany naród lub grupa społeczna ma tożsamość niespotykającą się ze stosownym uznaniem ze strony świata zewnętrznego.

 
„Nie wystarcza mi – pisze Fukuyama – że mam świadomość własnej wartości, jeśli inni ludzie nie doceniają mnie publicznie lub, co gorsza, jeśli mi uwłaczają czy nie uznają mojego istnienia”.

 

We współczesnych niemieckich dyskursach medialnych skonstatować można szczególną skłonność do sprowadzania debat o polityce do debat o wartościach. Dziennikarze wykazują dużą wrażliwość odnośnie do praw człowieka i zagrożeń dla społeczeństwa obywatelskiego. Należeć mają do nich nie tylko przemoc, agresja militarna, rewizjonizm terytorialny czy agitacja na rzecz wojny, lecz także odradzanie się wszelkich egoizmów narodowych oraz idei konserwatywnych. Niemcy hitlerowskie stanowią dla Niemców współczesnych ważny negatywny punkt odniesienia i dają asumpt do projekcji rozważań o własnym dziedzictwie na rzeczywistość innych państw. Stąd m.in. wariacje na temat Putinjugend, z drugiej strony zaś próba wczucia się w słowa nawet takich Rosjan jak nacjonalista Aleksander Dugin, głoszących, iż świat, z którym utożsamiają się czytelnicy niemieckich gazet, jest z gruntu etnocentryczny i przepełniony podskórnym rasizmem.

W efekcie postawa niemieckiej prasy i opinii publicznej może obserwatorom z zewnątrz wydawać się pełna sprzeczności. Środowiska prorosyjskie wysuwają teorie spiskowe, zgodnie z którymi media w RFN stanowią część transatlantyckiego konsorcjum wymierzonego w Rosję. Ze strony radykalnych oponentów polityki rosyjskiej z kolei padają zarzuty o przejawiany przez Niemców nadmierny wysiłek na rzecz zrozumienia odmiennych społeczeństw i kultur, który prowadzi nazbyt często do usprawiedliwiania wszelkich postaw Rosji w polityce zagranicznej.

 
W prasie zachodnioeuropejskiej, w tym niemieckojęzycznej, w szczególności zaś niemieckiej, pada więc wiele słów o wartościach, przebija potrzeba ekspiacji za przeszłość i poczucie winy. Nie ma – jak się wydaje – powrotu do świata dziewiętnastowiecznej belle époque, świata drapieżnej, zagrożonej państwową cenzurą, ale przez to tym bardziej wyzwalającej ekspresji wolności, jaką dawała polityczna satyra.

 

Teraz jesteśmy politycznie poprawni, ważymy słowa, boimy się oskarżeń ze strony tych, których możemy – celowo lub nie – obrazić. Czy nie tkwi w nas jednak tęsknota za karykaturą jako rozrywką „wieku niewinności”?

Wielka polityka nie obejdzie się bez pięknych słów i dyplomatów. Życie zaś byłoby nudne bez dysydentów, narażających życie, i bez ich zjadliwej satyry. Równie nudne byłoby jednak też, dodajmy po cichu, bez rosyjskiego Niedźwiedzia, inspirującego i wspomnianych dysydentów, i satyryków.

Komentarze

6.10.2020

Inne teksty tego autora