Marzena Gawłowska

Marzena Gawłowska

Absolwentka dziennikarstwa, filmoznawstwa i politologii; specjalistka ds. promocji; recenzentka, współpracowała z wieloma portalami kulturalnymi oraz jako prelegentka z Uniwersytetem Trzeciego Wieku im. Heleny Kretz; copywriterka.
Więcej

Cały ten cyrk

Gigantyczny kolorowy namiot pełen dziwów to dziś naprawdę rzadki widok, choć niegdyś ustawiony latem pośrodku osiedla stanowił atrakcję, którą rodzice koniecznie chcieli pokazać dzieciom. Te jednak dorosły i uznały, że są ciekawsze formy rozrywki. Czy ktoś chce dziś jeszcze chodzić do cyrku? 

 

Niedawno media i użytkownicy social mediów zachwycały się widowiskiem niemieckiej grupy Roncalli, która zastąpiła w swoim pokazie zwierzęta przedstawiającymi je hologramami. Pomysł uznano za innowacyjny i wiele osób zaczęło upatrywać w nim przyszłość dla będącej w kryzysie sztuki cyrkowej. Na ile jednak tego typu rozwiązania są w stanie przyciągnąć z powrotem do cyrku publiczność? Czy nie jest to tylko jednorazowy entuzjazm nad dobrze nagłośnionym spektaklem, którego większość komentujących nie widziała?

Działalność obrońców praw zwierząt oraz rosnąca w globalnym społeczeństwie świadomość ich losu poza areną skutecznie zniechęciły widownię do cyrkowego show. Wiele grup musiało po prostu zakończyć swoją działalność nie tylko dlatego, że bilety już się nie sprzedawały, ale też dlatego, że miasta nie wyrażały zgody na tego typu widowiska, blokując je na poziomie urzędniczym. Co do słuszności tych decyzji nikt chyba nie ma wątpliwości. Okazało się jednak, że dla większości pokazy pozbawione tresury dzikich zwierząt, a koncentrujące się na klaunadzie i akrobatyce nie są już tak atrakcyjne.

Można by powiedzieć, że w ten oto sposób cyrk odszedł do lamusa, jednak jak uświadamiają autorzy publikacji Nie tylko klaun i tygrys. Szkice o sztuce cyrkowej nie wszędzie tak jest. Zjawisko „Nowego Cyrku” pojawiło się już w latach 70. ubiegłego wieku i kompletnie odmieniło postrzeganie tego typu widowisk na Zachodzie.

 
Cyrkowiec przestał być jarmarcznym artystą, a jego popularność i autorytet może się równać statusowi szanowanego aktora teatralnego.

 

Zerwano z kiczem i przesadą charakterystycznymi dla tradycyjnego cyrku. Ich miejsce zajęły spektakularne widowiska, realizowane z rozmachem oraz monumentalną oprawą muzyczną i scenograficzną. Takie są choćby pokazy Cirque du Soleil. Budzą podziw dla mistrzowskich umiejętności artystów, potrafią bawić, budzić grozę i trzymać widza w niebywałym napięciu.

Z jakiegoś jednak powodu, to co od ponad 40 lat wyznacza trendy na Zachodzie, nie przyjęło się zbytnio w kraju nad Wisłą. Co prawda istnieją inicjatywy takie jak Carnaval Sztukmistrzów w Lublinie czy zakończony tydzień temu Festiwal Teatrów Ulicznych 32. ULICA, lecz mimo tego polskie grupy cyrkowe nie zdobywają większego rozgłosu. Czasem można usłyszeć o nich przy okazji popisów w jednym z telewizyjnych talent show. To jednak za mało, aby ich pokazy mogły na co dzień konkurować z innymi formami rozrywki.

Skąd ten brak szerszego zainteresowania? Nowy Cyrk dużo czerpie z teatru tańca i sztuk performatywnych. Zwierzęta są zastępowane przez lalki lub inne, równie oryginalne elementy przedstawienia. Być może cień dręczonych w przeszłości zwierząt zasłania pierwotne założenia cyrku, jako miejsca prezentowania niebywałych ludzkich umiejętności? Pamiętajmy, że postrzeganie człowieka w tym kontekście także się zmieniło.

 
Niegdyś popularne były freak show, a do cyrku chodziło się nie tylko dla kultu ciała akrobaty, ale też z powodu fascynacji ciałem brzydkim, zdeformowanym, kalekim. 

 

Trudno sobie wyobrazić, aby współcześnie tzw. osobliwości i przysłowiowa „kobieta z brodą” stanowiły atrakcję, choć to może być uzależnione od kręgu kulturowego. W Indiach za ciekawostkę uchodzi np. stojący baba, w Chinach z kolei wielu turystów przyciąga „wioska karłów”.

Zmiany w cyrku muszą pociągać za sobą zmianę publiczności. Popkultura sprawiła, że chętnie postrzegamy dziś klauna głównie jako postać z horroru lub kultowego złoczyńcę z komiksów. Bardziej fascynujące może okazać się „mroczne oblicze sztuki cyrkowej” z powieści  Mario i czarodziej Tomasza Manna niż tradycyjne, wesołe kuglarstwo.

 
Być może polskiemu widzowi bardziej niż temu zachodniemu widowiska cyrkowe kojarzą się raczej ze swego rodzaju tandetą i schlebianiem niskim gustom niż z nowoczesną formą rozrywki. Nie jest on tak bardzo obyty w formach teatralnych, z których czerpie np. Nowy Cyrk, stąd nie chce brać udziału w przestarzałym w jego mniemaniu sposobie spędzania czasu.

 

Mimo tego co jakiś czas sentyment do kolorowej i pełnej przepychu stylistyki dawnego cyrku daje o sobie znać. Filmowcy czy kreatorzy mody od zawsze się nią inspirują, a ich dzieła są zwykle przyjmowane przychylnie lub z entuzjazmem nie mniejszym od tego, jaki towarzyszył show grupy Roncalli. Może zatem za wcześnie, by polski widz ostatecznie powiedział „nie mój cyrk, nie moje małpy”, może nadejdzie jeszcze czas, że odkryje tę sztukę na nowo.

Komentarze

15.07.2019

Inne teksty tego autora

Kobieta z Pogranicza

Zawieszona między kulturami, niewidzialna i niesłyszalna, kreująca nową tożsamość – Gloria Evangelina Anzaldúa to nie tylko ikona feminizmu kobiet Trzeciego Świata, ale również odważna pisarka, o któr...

Ucz i oceniaj mądrze

W klasie pełnej indywidualności dobór odpowiednich metod nauczania ma kluczowe znaczenie dla postępów uczniów w przyswajaniu wiedzy. Jak pomóc humaniście zrozumieć przebieg procesów chemicznych, a umy...