Natalia Królikowska

Natalia Królikowska

Literaturoznawczyni, autorka książki "Eksperyment w prozie Zofii Romanowiczowej". Była muzealniczka i nauczycielka, obecnie - wolny człowiek, przygotowujący swój debiut dramaturgiczny. Lubi trudne powieści. Pasjami kłóci się o literaturę.
Więcej

Poeta nie ma lekko

W ostatnich tygodniach opublikowano kolejne wyniki badań czytelnictwa w Polsce. Czytanie to zajęcie niszowe. Literatura znajduje się na dnie oceanu rozrywek oferowanych współczesnemu konsumentowi kultury. Wyprzedzają ją Internet, telewizja, kino, teatr i inne. A na dnie tego dna znajduje się bez wątpienia poezja.

 

Poeta nie ma więc dziś lekko. Poecie nie przystoi konkurować z popkulturą, poecie nie wolno być koniunkturalnym. Kiedy odchodzą wielcy pisarze, media często używają sformułowania śmierć autorytetu, koniec pewnej epoki. Tymczasem to nie geniusze umierają, a literatura z roku na rok traci na znaczeniu, strącana z piedestału przez kolejne pokolenia nie-czytelników, nie-krytyków, nie-badaczy. Gorzej może mieć chyba tylko autor poezję opisujący.

Chwała więc Przemysławowi Dakowiczowi za heroiczną próbę obrony poezji współczesnej przed popadnięciem w banalność lub całkowitym oderwaniem od rzeczywistości (w sensie symboliczno-semantycznym). Symptomatyczne, że zbiór studiów i szkiców interpretacyjnych zatytułowany Lustra tradycji, rozpoczyna się od rozważań autora, historyka literatury polskiej, nad pewnym aspektem poezji noblisty właśnie, Czesława Miłosza. Poety, który w przywołanym tekście fascynuje się postacią Swedenborga, szwedzkiego mistyka, twórcy angelologii.

Wizjonerskie dzieła Swedenborga uznał Miłosz za pierwszy przejaw aktywnego przeciwdziałania zmianom, jakie za sprawą rozwoju nauk przyrodniczych zaczęły zachodzić w ludzkim sposobie postrzegania kosmosu oraz myślenia o rzeczywistości nadprzyrodzonej” – pisze Dakowicz –  „Poeta nazywa wysiłki szwedzkiego mistyka akcją ratowniczą, a jego dzieło porównuje do miodowego plastra, lepionego według pewnej konieczności przez pszczoły wyobraźni”.

Kolejne rozdziały tomu pokazują zmagania innych, mniej znanych i uznanych od mistrza z Krakowa, twórców (niemniej jednak – jak udowadnia autor tomu – interesujących i wartych uwagi) z odwiecznymi problemami, podejmowanymi w poezji, zarówno polskiej jak i światowej oraz z wyzwaniami przed jakimi staje obecnie ludzkość. I tak, w szkicu drugim, czytelnik dostaje wnikliwy opis poetyckich rozważań Krzysztofa Kuczkowskiego nad miejscem i rolą poety we współczesnym, przypominającym więzienie uniformizującej infantylizacji, świecie. Dla Kuczkowskiego, podobnie jak dla przywołanego wcześniej Miłosza, współczesnym barbarzyństwem jest zagrożenie postępującą i pozorną racjonalizacją wszystkich dziedzin życia, które Max Weber odkreślał jako odczarowanie świata.

 

„Czy dla człowieka żyjącego w świecie rządzonym przez mechanizmy globalne, niezdającego sobie sprawy ze skali powszechnej duchowej degradacji, poddanego dyktatowi większości i nieświadomie współtworzącego ów dyktat, istnieje jeszcze szansa ocalenia?” – pyta Dakowicz, badacz i twórca, odpowiedzi szukając w poezji współczesnej.

 

 

Z poezją Kuczkowskiego koresponduje twórczość Artura Nowaczewskiego, kolejnego bohatera zbioru. Jak wskazuje Dakowicz — i temu poecie przyświeca duch starych mistrzów — Różewicza, Goldinga, Dostojewskiego, Tolkiena, Eliota, Conrada, Larkina, Miłosza, Rilkego i Schulza, ale co ciekawe — nobliwym patronom asystują postaci fikcyjne i rzeczywiste, znane nie tylko z literatury, ale również z kultury masowej: Ian Curtis, John Ronald Reuel Tolkien, Juliusz Verne, Kajko i Kokosz oraz z górnolotnych dyskursów akademickich:

„W (…) wierszu Co przynoszą kobiety, po znaczącym stwierdzeniu: „w książkach leje się woda/ Adorno, Derrida, Lyotard. wielka zasłona przypisów/ za którymi nie kryje się nic, co dałoby jakąś/ praktyczną wskazówkę” przychodzi kolej na cały szereg nawiązań i cytatów – najpierw do Sklepów cynamonowych Schulza, następnie do Herbertowskiego Raportu z oblężonego miasta, a wreszcie do kasowej filmowej bajeczki kung-fu Przyczajony tygrys, ukryty smok” – wylicza Dakowicz.

Przywoływanie obrazów i treści pochodzących z tak różnych porządków — choć na pozór na wskroś ponowoczesne — dla autorów, których twórczości poświęcony jest opisywany tom, nie jest jedynie postmodernistyczną grą, intertekstualną woltyżerką, popisem erudycji czy wyrazem cynizmu wobec otaczających zewsząd symboli i symulakrów, a głęboką, opartą na próbie zrozumienia rzeczywistości, hermeneutyczną analizą zjawisk ją tworzących.

 
Dlatego omawiane przez Dakowicza wiersze są tak trudne i niewygodne, nieraz kontrowersyjne. Bo pisane są — mówiąc kolokwialnie – na serio, po coś, z jakiegoś powodu i w jakimś celu.

 

Mam wrażenie, że w ostatnich latach dokonała się pewna wolta pokoleniowa. Dla młodych badaczy, literaturo- i kulturoznawców, a także dla dużej grupy czytelników, których w trakcie studiów humanistycznych uczono, że prawda nie istnieje, a sens to mit, teksty zanurzone w lustrze tradycji są dzisiaj dużo większym wyzwaniem interpretacyjnym niż awangardowe czy ponowoczesne eksperymenty. Okazuje się, że w czasach płynnej nowoczesności, ciągle jeszcze potrzebujemy Wergiliusza, który oprowadzi nas po zagadkowym, pełnym tajemniczych odniesień i nawiązań piekle współczesnej poezji. Przemysław Dakowicz jest bez wątpienia dobrym przewodnikiem, jego szkice są interesującą i wnikliwą heurezą, do której autor zbioru zaprasza również czytelnika.

Lektura Luster tradycji skłania do refleksji nie tylko nad kształtem polskiej poezji współczesnej, ale również nad kondycją duchową współczesnego człowieka, Polaka, uwikłanego w historię, w dzieje swojego narodu, w politykę. Szczególnie mocno widoczne jest to w dwóch rozdziałach poświęconych poezji Jarosława Marka Rymkiewicza oraz w aneksie, na który składają się dwie rozmowy Dakowicza — pierwsza ze wspomnianym właśnie Rymkiewiczem, druga — z Tomaszem Burkiem. Autor zbioru podejmuje tytaniczny trud obrony poety z Milanówka. Trud to zdaje się jednak daremny i niewart tak obszernej części tej tak przecież wartościowej i interesującej książki. Rymkiewicz, w przeciwieństwie do Gawłowskiego, Kassa, Kuczkowskiego czy Nowaczewskiego nie przegląda się w lustrze tradycji, niczym mityczny Narcyz, a po Stendhalowsku – w sposób najbardziej ordynarny i prozaiczny – przechadza się ze zwierciadłem po dziedzińcu polskości, ukazując przy tym nasze narodowe lęki, kompleksy i słabości.

Dakowicz próbuje przekonać nas, że jest to próba demaskacji, przezwyciężenie hipokryzji, w której tkwi tzw. polski salon, ale jest to według mnie próba nie tyle nieudana, co z góry skazana na porażkę. Bo przesadził Rymkiewicz, publikując wiersz Do Jarosława, a Dakowicz przesadził z próbą jego obrony. Jednak ta przesada wydaje się konieczna i w swej radykalnej monstrualności ma dużo sensu. Kilkakrotnie w trakcie lektury Luster tradycji bolały mnie intelektualne i światopoglądowe zęby, denerwowałam się i buntowałam. Zdaje się bowiem, że znajduję się na przeciwległym do Dakowicza biegunie spraw społecznych czy politycznych. Jednak doceniam jego pracę i szanuję trud w odzyskiwaniu dla poezji współczesnej należnego jej miejsca w dyskursie publicznym. Bo można się nie zgadzać, ale zawsze warto dyskutować, konfrontować się z różnymi, nieraz odległymi światopoglądami. Na naszej zmalałej, polskiej ziemi poeta nie ma lekko, ale jak udowadnia Dakowicz — ma jeszcze sporo do powiedzenia.

 

Komentarze

8.04.2019

Inne teksty tego autora

Głos miasta, którego już nie ma

„Nie dziwcie się, że do Was piszę. To ja, stary łodziak — zawsze nim byłem i na zawsze już nim pozostanę, wszystko jedno, kiedy i gdzie los mnie rzuci, do Lubeki czy do Weissenfels, do Ansbach czy do ...