Magdalena Majewska

Magdalena Majewska

Dziennikarka, publicystka, łódzka patriotka. Od 1987 r. związana z TVP Łódź. Autorka „Prowokacji”, „Nie pozwól na to” oraz „No life – masz wybór”. Stworzyła wiele reportaży do "Magazynu Ekspresu Reporterów", "Telekuriera" a także "Telewizji Nocą".
Więcej

Szczęśliwe dzieci – mocna Polska

Zastanawiałam się, jak zacząć ten wpis. Wygrała wersja: książka Joanny Sosnowskiej Z dziejów opieki społecznej w Polsce międzywojennej. Półkolonie letnie w Łodzi to pozycja obowiązkowa dla polityków, samorządowców, osób, które tworzą i reformują opiekę społeczną oraz wszystkich, którzy chcą opiekować się osobami potrzebującymi wsparcia. 

 

Dlaczego politycy? Oto odpowiedź: „W okresie dwudziestolecia międzywojennego najwyższe pozycje w budżecie Łodzi miały trzy działy gospodarki komunalnej: zdrowie publiczne, oświata i kultura oraz opieka społeczna, co może świadczyć, że niezależnie od opcji politycznej pierwsze i kolejne władze samorządowe Łodzi do tych sfer życia społecznego mieszkańców przykładały dużą wagę”.

 

Pierwsze władze Łodzi być może powinny przesunąć te wydatki na inwestycje, odbudowę zniszczonej, rozkradzionej przez okupanta gospodarki, ale wolały inwestować w ludzi.

 

Warto pamiętać, że już nowo wybrane w 1919 roku władze Łodzi wyznaczyły sobie zadania opiekuńcze na rzecz najbiedniejszych. Zrobiły to, nie czekając na uregulowania rządowe. A ustawa o opiece społecznej została ogłoszona w 1923r.

Głównymi adresatami wsparcia były dzieci. Te z najbiedniejszych dzielnic, mieszkające w jednej izbie z licznym rodzeństwem i dorosłymi. Życie łódzkich rodzin autorka przedstawia skrupulatnie, zwracając uwagę na wszystkie szczegóły. Ogromne wrażenie robią zaczerpnięte z badań cytaty łodzian, którym dane było żyć i pracować w okresie międzywojnia.

 

„Mieliśmy jedno mieszkanie, mieszkało nas po kilkanaście osób razem z sublokatorami (6, 7 sublokatorów). Byli to samotni, którzy przyszli ze wsi pracować u Scheiblera, a nie mieli mieszkania, albo bezdzietne małżeństwa, młode. W mieszkaniu były 2 łóżka, które rozkładało się na podłodze. Na dzień sienniki układało się w sieni”.
„Miałam 9 lat i już pracowałam, maglowałam bieliznę. (…) Najpierw chodziłam szyć wojskową bieliznę na Aleje Kościuszki. Nie płacili mi, tylko dawali jeść.”

 

Autorka przedstawia Łódź po odzyskaniu niepodległości, kiedy była miastem kobiet i dzieci. Dalej jest Wielki Kryzys. Zaczynają się masowe eksmisje. W 1930 roku bezdomnych w Łodzi było 120. W 1933 roku – już 35 tysięcy osób szukało schronienia w noclegowniach, przytułkach. Kiedy rząd zabronił w fabrykach zmian nocnych, robotnicy rozpoczynali pracę o godzinie 3 w nocy. Popołudniową zmianę wydłużono do godziny 21. Przeczytałam te informacje raz i zostały mi w głowie, podobnie jak wiele podanych przez autorkę. Książka jest napisana tak, że przyciąga uwagę wszystkich. Nie tylko osób, badających problem pomocy społecznej.

Być może dla osób organizujących współcześnie wsparcia dla dzieci ważna będzie informacja, że w październiku 1938 r. odbyła się w Warszawie konferencja „Szczęśliwe dzieci – mocna Polska”. Rozmawiali wszyscy ze wszystkimi, co było ważne dla uczestników. Janina Pawłowska z Łodzi relacjonowała: „Kongres zgromadził około 2000 tysięcy uczestników. Reprezentowane były wszystkie sfery i warstwy społeczeństwa polskiego. Obok profesora uniwersytetu przemawiała delegatka Koła Gospodyń Wiejskich”. Ta relacja jest dłuższa i warto sięgnąć po książkę, aby dowiedzieć się, kto jeszcze chciał porozmawiać o tym, jak pomóc polskim dzieciom. Jedna z sześciu komisji poświęciła czas na „Wczasy dziecka”.

 
Oj, przydałaby się taka komisja teraz. Szczególnie dla rodziców, którzy uważają, że ich dziecko powinno być najlepsze ze wszystkich przedmiotów, mówić w 5 językach i być mistrzem sportowym. Do tego przydałaby się umiejętność gry na fortepianie.

 

Kiedy autorka wprowadza nas w tajniki łódzkich półkolonii, nie odkładamy książki. Wciągają nas opisy łódzkich parków, które były miejscem wypoczynku, pokonywanie trudności z wydawaniem posiłków, rozstrzyganie problemu zniszczonej w wyniku gier i zabaw parkowej zieleni. Zaskoczyła mnie dbałość o dzieci chore. Dla nich wymyślono „leżalnie”. Łatwo się domyślić, co to było. Półkolonie miały dwie zmiany, aby jak najwięcej dzieci mogło z nich skorzystać.

Autorka wskazuje najważniejsze cechy skutecznej i mądrze realizowanej polityki społecznej. Wszyscy, którym na sercu leży los dzieci, powinni przeczytać tę książkę.

Na zakończenie dodam, że w Łodzi powstały pierwsze w Polsce rodziny zastępcze. Działały znakomicie. Czekam na kolejną, fascynującą publikację, która podejmie ten temat.

Komentarze

17.12.2018

Inne teksty tego autora

Nigdy nie mów nigdy

Niektóre akapity tej książki były dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Gdyby były napisane językiem z grupy ugrofińskiej, dotarłoby do mnie tyle samo. Co więc ciągnęło mnie do tej publikacji?   Funkcjonow...