Tomasz Lachowski

Tomasz Lachowski

Doktor nauk prawnych, prawnik i dziennikarz. Redaktor naczelny portalu „Obserwator Międzynarodowy”. Stały współpracownik Onetu. Publikuje w takich gazetach i czasopismach jak: Nowa Europa Wschodnia, New Eastern Europe, Rzeczpospolita Plus Minus, Liberte!, Koncept – Gazeta Akademicka, Nový Prostor (Czechy), The Daily Star (Bangladesz), Kurier Galicyjski (Ukraina). Adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.
Więcej

Izraelsko-palestyński węzeł gordyjski

Podjęta w grudniu 2017 roku decyzja prezydenta USA, Donalda Trumpa, o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela i przeniesieniu tam ambasady Stanów Zjednoczonych sprowokowała poważne wewnętrzne napięcia w samym państwie izraelskim oraz – przede wszystkim – na terytoriach okupowanych. Przed kilkoma dniami Kneset przegłosował zaś prawo mówiące, że Izrael jest państwem żydowskim, które nijak nie pomoże w rozwiązaniu konfliktu izraelsko-palestyńskiego. I choć ten swoisty bliskowschodni węzeł gordyjski wciąż czeka na swojego Aleksandra Macedońskiego, to już dziś warto sięgnąć po jedną z najnowszych książek wydanych w serii Krótkie Wprowadzenie Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego pt. Konflikt palestyńsko-izraelski, autorstwa Martina Buntona.

Martin Bunton, doktor nauk historycznych, profesor University of Victoria w Kanadzie, od lat zajmuje się naukowo tematyką Bliskiego Wschodu oraz polityką mocarstw kolonialnych. Recenzowane opracowanie, wydane pierwotnie w 2013 roku przez Oxford University Press, nie jest jednak typowym dziełem akademickim, raczej należałoby je określić mianem książki popularnonaukowej, co w żadnym wypadku nie jest jego wadą. Buntonowi udało się bowiem w skondensowany sposób ująć najważniejsze momenty w relacjach izraelsko-palestyńskich (czy innymi słowy: żydowsko-arabskich) w XX wieku, które wpływały na kolejne odsłony konfliktu oraz napięć pomiędzy zainteresowanymi stronami.

Co od razu rzuca się w oczy w opracowaniu Buntona, to jednoznaczne odrzucenie tezy – powtarzanej przez większość publicystów czy badaczy – o starożytnym lub biblijnym rodowodzie konfliktu między Żydami a Palestyńczykami, a wskazanie konkretnej daty 1897 roku jako cezury dla tego sporu. To właśnie data założenia Światowej Organizacji Syjonistycznej na Kongresie w Bazylei i starcie się koncepcji syjonistycznej z narodową palestyńską miało według historyka z University of Victoria mieć decydujący wpływ na przyszłe losy obu narodów.

 

Bunton wini także Brytyjczyków zarządzających Palestyną po 1918 roku w ramach systemu mandatowego Ligi Narodów za ich politykę „nieszczerości” i „mamienia” obu narodowości (tzw. podwójne zobowiązanie, mające zakładać wzięcie pod uwagę roszczeń i żydowskich, i palestyńskich), ostatecznie niezrealizowaną, co spowodowało konieczność wstydliwego opuszczenia przez nich Palestyny po II wojnie światowej oraz przerzucenia ciężaru za proces pokojowy na nowo powstałą ONZ.

 

Ważna jest także krytyczna analiza chyba najbardziej rozwiniętego procesu pokojowego z lat 90. XX w., zwieńczonego podpisaniem porozumień z Oslo przez izraelskie władze i przedstawicieli Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) w 1993 roku oraz osiągnięciem kompromisu w negocjacjach prowadzonych w egipskiej Tabie w styczniu 2001 roku, kiedy obie strony były naprawdę blisko rozwiązania ponad stuletniego sporu. Dlaczego tak się nie stało? Bunton wskazuje na prowokacyjną politykę Izraela wobec Palestyńczyków, czego symbolem stała się wizyta Ariela Szarona na Al-Haram asz-Szarif we wschodniej Jerozolimie w 2000 roku, która doprowadziła do drugiej intifady i kolejnego oddalenia się stanowisk Palestyńczyków i Izraelczyków. Decyzja Trumpa o uznaniu Jerozolimy (a zatem także wschodniej Jerozolimy) za stolicę Izraela nie mogła nie przynieść kolejnego poważnego kryzysu na opisywanym obszarze – jedynie niesamowita dysproporcja w potencjale militarnym oraz ekonomicznym Izraela i Palestyny uniemożliwiła podjęcie kolejnej intifady ze strony sfrustrowanych Palestyńczyków.

Z pewnością opracowanie Martina Buntona broni się właśnie takimi ciekawymi, wyraźnymi, ale popartymi bogatą argumentacją tezami. Pochwalić należy także dobry i sprawny przekład autorstwa prof. Pauliny Matery z Uniwersytetu Łódzkiego, który świetnie oddaje dynamikę narracji Buntona. Wady? To, co jest ideą Krótkiego Wprowadzenia Wydawnictwa UŁ, czyli bardzo esencjonalne i w jakiejś mierze miniaturowe przedstawienie tematu, może dla niektórych być jej wadą – lapidarnością i zbytnim uproszczeniem niezwykle skomplikowanego konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Format książki nie pozwolił także na rozwinięcie wątków odnoszących się do polityki krajów ościennych – Egiptu, Jordanii, Syrii czy Libanu – ledwie zasygnalizowanych w kontekście tak Izraela, jak i samych Palestyńczyków, którzy przecież od wielu dekad przebywają w charakterze uchodźców na terytoriach wymienionych państw. Warto jednak zaznaczyć, że rozbudowanych analiz naukowych odnoszących się do tej nieustannie pulsującej beczki prochu na Bliskim Wschodzie nie brakuje, dlatego żądny dogłębnej pracy badawczej czytelnik na pewno znajdzie i na polskim, i na światowym rynku wydawniczym coś dla siebie.

Martin Bunton, pisząc Konflikt palestyńsko-izraelski, pewnie nie mógł przewidzieć, że amerykański prezydent, ktokolwiek by nim był, zdecyduje się „nagle” przenieść swoją ambasadę do Jerozolimy, uznając ją jednocześnie za stolicę Izraela, dlatego na kartach książki próżno szukać jakichkolwiek symptomów takiego ruchu politycznego ze strony Waszyngtonu. Analizując decyzję miliardera z Białego Domu, Mahmoud Khalifa, ambasador Palestyny w Polsce stwierdził niedawno, że Donald Trump wykonał taki krok, ponieważ po prostu nie rozumie, jak ważna Jerozolima jest nie tylko dla narodów żydowskiego i palestyńskiego, ale również dla całego świata.

 

Według Palestyńczyków, przeniesienie amerykańskiej ambasady przy udziale władz izraelskich na terytoria okupowane (tereny przyszłego państwa palestyńskiego) jest pogwałceniem prawa międzynarodowego i właściwie uniemożliwia zrealizowanie koncepcji „dwóch państw dla dwóch narodów”. Co ciekawe, Martin Bunton, wieńcząc swoje opracowanie, prognozował, że Izrael stoi przed wyborem jednej z dwóch opcji.

 

Pierwsza zakładała stworzenie dwunarodowego państwa z równymi prawami dla obu społeczności – przy jednoczesnej rezygnacji z idei państwa żydowskiego. Druga zaś mówiła o umieszczeniu Palestyńczyków w „autonomicznych i rozproszonych bantustanach” – odrzucając tym samym model państwa demokratycznego. Decyzja parlamentu izraelskiego sprzed kilku dni o usankcjonowaniu Izraela jako państwa żydowskiego sugeruje, że realizuje się właśnie drugi scenariusz nakreślony przez Martina Buntona.

Komentarze

13.07.2018

Inne teksty tego autora

Niedokończona rewolucja

Obywatelski zryw o wolność czy sterowana przez zachodnich mocodawców ściśle zaplanowana akcja wymierzona w reżim Wiktora Janukowycza? Czym tak naprawdę był Euromajdan? W dobie wojny hybrydowej i szerz...