Paweł Graf

Paweł Graf

Literaturoznawca i teoretyk literatury
Więcej

Awangardyzm jako przejaw komercji

Sztuka awangardowa! Dla niektórych (wciąż stanowiących mniejszość) – to jedyna sztuka godna swej nazwy. Dla innych – rodzaj pseudosztuki, której nikt nie rozumie, nie potrzebuje, nie lubi. Właśnie ukazała się interesująca książka angielskiego badacza Davida Cottingtona Sztuka nowoczesna z oksfordzkiej serii: Krótkie Wprowadzenie. W moim przekonaniu to jedna z trzech publikacji, którą każdy odbiorca zainteresowany awangardowym „malarstwem” (cudzysłów nieprzypadkowy) w swej bibliotece winien mieć, więcej, powinny one stać obok siebie – obok rozprawy Cottingtona mam na myśli Cynthii Freeland Czy to jest sztuka? oraz Susie Hodge Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić. Wszystkie te książki stawiają przed sobą podobny cel – przekonanie czytelnika, że nowoczesne dzieła sztuki da się zarówno zrozumieć, jak polubić. W tym zestawieniu tekst historyka sztuki z Kingston School of Art ukazuje się jako projekt zasadniczo odmienny. Przejdźmy od razu do sedna. Mamy przed sobą rzecz niezmiernie kontrowersyjną (już ten fakt skłania w moim odczuciu do lektury), która proponuje opis tytułowego zagadnienia z zupełnie niespodziewanej i zaskakującej perspektywy.

 

Zmiana punktu odniesienia

Dotychczas najczęściej doświadczenie awangardowe analizowano albo w odniesieniu do samych nowatorskich dzieł, albo poprzez skomplikowane relacje twórców-nowatorów i ich mniej lub bardziej zorientowanej publiczności. Cottington tymczasem patrzy na awangardowy układ holistycznie, a raczej, można by rzec, ogląda go z drugiej strony, i – degradując niejako same artystyczne rezultaty – wskazuje na strukturalne znaczenie marszandów, kolekcjonerów, kuratorów muzeów i właścicieli galerii. To oni jego zdaniem stworzyli, wraz z niezmiernie i niezmiennie niechętną publiką, awangardę (dopowiedzieć należy, że autor nie lubi nadmiernych podziałów i słowem: „sztuka nowoczesna” określa zjawiska od mniej więcej 1850 do 2010 roku, łącząc przykładowo neoimpresjonizm, futuryzm, pop, performance czy minimalizm w jedno modernistyczne doświadczenie estetyczne).

 

Na czym polega kontrowersja? Otóż Cottington uznaje awangardyzm za przejaw komercji; pokazuje jak niechętny odbiorca, który wyczuwał, że się go w tym przypadku „oszukuje”, został pochwycony przez ludzi handlujących modernistyczną estetyką i był gotów płacić (za dzieła, za bilety, za nieuświadamiane przez siebie wrażenia) spore sumy. Jest to dość sprzeczne z powszechniejszym obrazem awangardzisty „gołego” – tego, który znów nie mógł wystawić, który nie sprzedał, nie został zrozumiany, za to został wygwizdany i tworzy w dość skromnych warunkach finansowych. Paradoks ten Cottington rozwiązuje w moim przekonaniu nie do końca prawdziwie – otóż synonimem modernisty jest dlań nie kto inny, jak Picasso, jeden z nielicznych, któremu udało się sławę i bogactwo uzyskać niemal od razu. Los wielu jednak artystów modernistycznych, choćby spod znaku futurystów, był zdecydowanie odmienny. Może jednak samodzielne spojrzenie autora (dlatego właśnie uważam, że omawiana książka jest pozycją obowiązkową), choć mocno dyskusyjne, niesie w sobie jakąś odkrywczą prawdę. Mam przekonanie, że właśnie tak! Rozbija on bowiem mit awangardy, dając w to miejsce asumpt do napisania historii modernistycznej sztuki na nowo i inaczej!

 

I dalsze kontrowersje…

Paradoks drugi związany jest z użytym słowem: „oszukuje”. Zdaniem Cottingtona czyniła to sztuka awangardowa – z jednej bowiem strony udawała ona, że nieudolnie naśladuje dokonania dawnych mistrzów, z drugiej przedsiębrała to manifestując własną wykonawczą arcydzielność. Tym samym widz „czuł”, że się z niego żartuje (żart, parodia, ironia – to słowa klucze rozważań Cottingtona), nieomal kpi. Zatem w akcie samoobrony intelektualnej odrzucał, wyśmiewał i uciekał; ale tu już czuwali sprzedawcy, zawracając go w stronę galerii, wzbudzając pragnienie posiadania, mówiąc ,skoro nie rozumiesz, tym większa w tym wartość. „Oszukuje” jednak sam Cottington – nie jest bowiem prawdą, że adresatem jego analiz jest każdy. Że to jakieś łatwe wprowadzenie do modernizmu. Przeciwnie oczekuje on od swego czytelnika sporego wyrobienia, właśnie awangardowego, znajomości kontekstu, wrażliwości na sztukę. Wówczas książkę Anglika czyta się doskonale. Czy jednak wysoki poziom estetycznej erudycji autora (ujawniany np. w kapitalnych mikroanalizach poszczególnych dzieł) może być przerzucany w akcie interpretacji na niechętnego awangardzie widza? Czy rzeczywiście mógł on czuć kpinę i ironię awangardowych twórców? Gdyby taki poziom rozumienia był mu dany, nie byłby on przecież, tak tej sztuce niechętny. Książka jest niezmiernie bogata w rozliczne fakty, analizy i problemy. Oczywiście niektóre są dyskusyjne – przykładowo silnie akcentowana teza o absolutnej (co autor mocno podkreśla) nieobecności kobiet w doświadczeniu awangardy. No cóż, w Polsce były choćby: Stryjeńska, Łempicka, Boznańska czy Kobro. Jak zawsze jednak badacze zachodni dość rzadko zaglądają w nasz rejon Europy. Problemów jest tak wiele, że nie sposób je tutaj wymienić, to zresztą kolejna zachęta do lektury. Wskażmy zatem jedynie na omawianą kwestię przemiany artysty-geniusza w artystę-celebrytę czy koncepcję nowej materialności, w której sztuka żywi się wszystkim, czekoladą i śmieciami; nawet niczym, prezentując formy puste, konceptualne. Ostatni rozdział wiąże się z pytaniem, jak postmodernizm przekroczył modernizm, co dał w zamian i co dziś awangarda znaczy. Każdorazowo odpowiedzi Cottingtona są nieoczywiste. Sumując, książka kontrowersyjna może być – jak w tym przypadku – inspirująca i intrygująca. Jest ona też świetnie przetłumaczona (jedynie słowo stylizacja znaczy w kulturze zachodniej tyle, co sztuczność, udziwnienie, inaczej niż w naszej, ale to jedyna niedoskonałość przekładu).

 

Czy Picasso może przejść do historii sztuki i przestać znaczyć? Jeśli – jak pisze Cottington – „Być nowoczesnym  znaczy też posiadać cechy, które zachodnie społeczeństwa aktualnie cenią – witalność, otwartość na nowe rzeczy, wrażliwość na współczesne czasy”, to awangarda długo jeszcze pozostanie żywa. Dlatego ze spokojem zmierzmy się z kolejną, ważną książką o nowoczesności.

Komentarze

25.01.2018

Inne teksty tego autora

Jak pisać o tym, z czego należy się śmiać?

Czy można określić właściwości i znaczenie humoru? Przybliżyć dyskusje związane z tą kategorią, które trwają przynajmniej dwa tysiące lat? Ta książka zamierza to zrobić, zamierza też uczynić to dowcip...