Barbara Jundo-Kaliszewska

Barbara Jundo-Kaliszewska

Historyk, tłumacz
Więcej

Polskie Antygony. Jak uczyć historii?

Kobieta „idąca na wygnanie za mężem z uśmiechem na ustach”, „zapierająca się siebie” strażniczka ojcowizny, kapłanka polskości – ecce femina. /Płacz Antygony/

 

 

Niektóre współczesne trendy historyczne, w tym uparcie akcentujące mit Polski jako ofiary, wzbudzają uzasadniony niepokój. Wykładnia historii własnego narodu przez pryzmat zdrad – już kolejne pokolenia Polaków – głównie frustruje. Jak więc uczyć historii państwa, by edukując nie zrazić do jego sąsiadów i nie demotywować do działania na rzecz jego rozwoju?

 

Jak sprawić, by wskrzeszanie nie było wykładaniem martwego języka lub pozbawionymi treści sentymentalnymi wypominkami utrzymanymi w aurze żałoby? Jak wyzbyć się utartej metaforyki asocjującej poświęcenie, odwagę, martyrologię – często sprowadzającej autentyk do falsyfikatu? Jak mówić, by trafić także do amatorów komputerowych gier strategicznych?

 

Odpowiedzi na te pytania szuka w swojej najnowszej książce, Płacz Antygony. O ludziach powstania styczniowego, prof. Dorota Samborska-Kukuć. Publikacja ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego i podejmuje nie tylko aktualny temat „klątwy” rodu polskiego w rodzimej narracji historycznej, ale też roli, jaką kobieta odgrywała w polskim theatrum belli w końcu XIX w.

 

Łódzka badaczka interesuje się zagadnieniami szeroko pojętej kultury polskiej północno-wschodniego pogranicza w XIX w. Zainteresowania te pojawiają się w jej książce m.in. pod postacią inflanckiego regionalizmu zilustrowanego na przykładzie barwnych dziejów Ludwiki Platerówny i Leona Platera, a także w zestawieniu reminiscencji francuskiej guwernantki Marie Bonin w Obrazkach z Białorusi oraz Męczeńskich lat autorstwa kresowej szlachcianki, Jozefy Świętorzeckiej-Obiezierskiej. W tych ostatnich pojawia się epizod głośnego stracenia na Litwie braci Jana i Michała Mańcewiczów.

 

Sięgając do metryk i wspomnień wybranych kobiet – najczęściej uczestniczek lub obserwatorek powstania styczniowego – autorka przeorganizowuje przestrzeń dotąd budowaną w większości przez mężczyzn. Dzięki temu kobiety wkraczają do niej, by przemówić. Stąd pojawiające się tekście motywy houte cuture, temat mater dolorosa, ale też analiza zwyczajnego codziennego męstwa kobiet, które musiały odnaleźć się w nowych realiach.

 

Trzeba pamiętać o tym, że powstanie styczniowe było w dużej mierze dziełem kobiet, […] zawiązywały organizacje, planowały, kwestowały, a potem pracowały w lazaretach i prowizorycznych kuchniach polowych, były emisariuszkami, łączniczkami, kurierkami. Wiele z nich, ukrywając płeć, walczyło ramię w ramię z mężczyznami.

 

Samborska-Kukuć opisuje postawy i rzeczywiste – ostatecznie bardziej czytelne dla współczesnego człowieka – motywacje kobiet powstania styczniowego. Wskazuje też cenę, jaką płaciły zwykłe „polskie Antygony” – żałobniczki z objętego klątwą narodu – kiedy ich mężowie i synowie włączali się w dzieło tworzenia historii.

 

Silny, tradycyjny konstrukt patriarchalny o wyrazistym podziale ról na wyższe – męskie i niższe – kobiece, wpisany w maskulinistyczną mentalność dziedziczoną po mieczu z pokolenia na pokolenie, okazał się silniejszy niż zdrowy rozsądek i sprawiedliwość. – pisze Dorota Samborska-Kukuć. Dlatego też stroniąc od retoryki eksklamacyjnej i odwołując się do źródeł historycznych, rozlicza się ona z niektórymi ikonami męczeństwa, które już dawno temu przeniknęły do rodzimej literatury i podważa stereotyp czytelniczki miejscowych modlitewników, której zadano polskość i którą „w powiciu” naznaczono stygmatem narodowowyzwoleńczości.

 

Podejmując próbę zdemaskowania rodzimego skansenu martyrologicznego, autorka wychodzi poza ogólnie przyjęte schematy: dotyka korzeni polskiej emancypacji, przenikania historii do literatury i problemu wykładni historii w szkołach.

 

I trudno jest się z nią nie zgodzić, że:  trzeba być szczerym, ale przede wszystkim kompetentnym i uczciwym. Emocje – często pozorowane i konwencjonalne – powinny zostać zastąpione rzetelnym oglądem historycznym i odejściem od bogoojczyźnianej, męczącej interpretacji poddanych rewizji tekstów.  [….] Mówiąc krótko – zasadniczym celem jest pokazanie prawdy: dziejowej oraz ukrytej w mikroświatach, odzwierciedlonych w sztuce, w pamiętnikach, dziennikach, listach, w bieżącej, ówczesnej publicystyce, a nawet w oralnych historiach rodzinnych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Takimi świadectwami trzeba się posłużyć, przygotowując wstępne zajęcia „patchworkowe”, a nie, broń Boże, suchym referatem klasowego prymusa!

 

Praca adresowana jest do skłonnego do refleksji i stroniącego od gotowych konstruktów patriotycznych czytelnika. Okres, kiedy historię pisano za nas, przeminął i może warto napisać ją po swojemu?

 

 

 

 

 

Komentarze

22.01.2018

Inne teksty tego autora

Wojna o „święte miasto”

29 sierpnia 1897 r. Teodor Herzl zwołał pierwszy Światowy Kongres Syjonistyczny w Bazylei. Celem kongresu było przedyskutowanie postulatu stworzenia nowego państwa, w którym Żydzi stanowiliby większoś...