Przemysław Waingertner

Przemysław Waingertner

Historyk, badacz dziejów polskiej myśli politycznej, oręża polskiego, masonerii, mitów historycznych i historii regionu, autor książek i artykułów.
Więcej

Zgoła nieświątecznie, czyli historie Polaków

Zacznijmy od definicji: naród to wytworzona w procesie dziejowym wspólnota o podłożu etnicznym, gospodarczym, politycznym, społecznym i kulturowym, przy czym istotę wspólnoty kulturowej konstytuuje wspólny język i religia oraz poczucie wspólnej tożsamości i historii. Jeśli tak, to w odniesieniu do tego ostatniego wyznacznika można mieć wątpliwości, czy aby na pewno buduje on polską wspólnotowość, a bez owijania w bawełnę – czy nie rozsadza narodowej wspólnoty Polaków?

 

Czy istnieje jedna historia Polaków, czy historie? Historie wręcz przeciwstawne, najeżone wobec siebie i budujące w poprzek narodowej wspólnoty zaciekle bronione z dwóch stron barykady. Wszak już w XIX w. sielankowemu opisowi dziejów ojczystych liberała Lelewela, sławiącemu ich wolnościowy, republikański i demokratyczny wątek, konserwatysta Bobrzyński przeciwstawił czarną historię narodu niezakochanego w wolności, lecz w istocie „nierządnego”, przejawiającego niezdrowe ciągoty samobójcze, czyli broniącego się rękoma i nogami przed silną władzą, gwarantującą przetrwanie i rozwój. Obydwaj historycy zyskali zdeklarowanych zwolenników, którzy budowali inne panteony bohaterów narodowych, czcili i piętnowali zgoła odmienne narodowe przymioty.

 

Paradoksalnie jednak prawdziwą puszkę Pandory otworzyła restytucja Polski po Wielkiej Wojnie. Piłsudczycy zadeklarowali, iż Druga Rzeczpospolita była dziełem Brygadiera, Komendanta, Naczelnika i Marszałka (we wszystkich tych tytułach słychać było romantyczny szczęk oręża dobywanego przeciwko wrogowi), a zarazem logicznym finałem kaskady powstań narodowowyzwoleńczych, zapoczątkowanych przez konfederację barską jeszcze u schyłku XVIII stulecia. Historię Polaków widzieli jako dzieje państwa, kolejnych prób jego odbudowania, wreszcie wzmocnienia (choćby i kosztem demokracji), gdy odrodziło się po I wojnie światowej.  Narodowcy wskazywali z kolei, iż dzieje Polaków to nie historia państwa, a nacji, zaś nici Ariadny wiodącej przez labirynt rozbiorów do niepodległości upatrywali w kolejnych odsłonach pozytywistycznego formatowania narodu – jego gospodarczego modernizowania i politycznego cywilizowania, wreszcie nadawania narodowej tożsamości charakteru wszechstanowego. I jedni, i drudzy zyskali rzesze zakochanych w „Dziadku”, bądź „Panu Romanie” akolitów, budujących ołtarze Geniusza w maciejówce, bądź Nauczyciela Narodu w meloniku.

 

U schyłku XX w. wybuchł spór wokół historii „Polski Ludowej” i raczkującej III RP. Dla jednych czas PRL był (i jest!) przede wszystkim epoką powszechnego społecznego awansu i modernizacji kraju – odbywających się co prawda w cieniu czerwonego Kremla, aleć zawsze w „najweselszym baraku obozu”, znamiennych odbudową Warszawy, gierkowskim dostatkiem, Fiatem 126p i perypetiami „40-latka”. Dla drugich prawdziwa historia „Polski Ludowej” to krwawe obławy na Żołnierzy Wyklętych, ubeckie tortury, masakry w Poznaniu w 1956 r. i 14 lat później na Wybrzeżu, stan wojenny, ofiary w kopalni „Wujek” i męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki. Równocześnie dla tych pierwszych dzieje III RP to najczęściej opowieść o sukcesie – triumfie demokracji i akcesie Polski do zachodniego świata dobrobytu i wolności. Dla tych drugich – to historia państwa zrodzonego z dealu ubitego przez komunistów, bezpiekę, TW i samozwańczą elitę opozycji, na którego majątku uwłaszczyli się esbecy i partyjna nomenklatura. Państwa odzyskanego przez naród dopiero dzięki zwycięstwu „obozu patriotycznego” w 2015 r.

 

Nie będzie świątecznego happy-endu i wizji jedności narodu przy wielkim ojczystym, wigilijnym stole. Powiedzmy sobie szczerze – nasi rodacy nie żyją i nie będą żyć w jednym historyczno-politycznym uniwersum, lecz w równoległych alternatywnych światach różnych narracji opisujących przeszłość i teraźniejszość. Zbyt głębokie są podziały, wzajemne uprzedzenia i przekonanie o słuszności własnej postawy. Wszak tak naprawdę każdy z nas, drwiąc z filmowego Świra, jest w głębi duszy przekonany o słuszności tezy, że „moja jest tylko racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza”…

Komentarze

22.12.2017

Inne teksty tego autora