Marcin Giełzak

Marcin Giełzak

Przedsiębiorca, dziennikarz, autor i współautor książek i artykułów, ekspert w dziedzinie nowoczesnych technologii i innowacyjnych modelów biznesowych.
Więcej

Semiotyka według Umberta Eco

24 maja 2015 roku Umberto Eco rozpoczął czterodniową wizytę w Łodzi, w czasie której odebrał doktorat honoris causa naszego uniwersytetu oraz wygłosił wykład inaugurujący Międzynarodową Konferencję semiotyczną „Znak-Myśl-Słowo-Dzieło”. Erudycyjne wystąpienie profesora nosiło tytuł Przyszłość semiotyki. Teraz, nakładem Wydawnictwa UŁ, ukazało się drukiem.

 

Autor „Imienia róży” jest jedną z tych postaci, których przedstawiać nie trzeba. Większość z nas będzie go znać jako powieściopisarza, który oprócz pracy już przywołanej stworzył m.in. Wahadło Foucaulta czy Cmentarz w Pradze. Był również autorem licznych esejów (zebranych w tomie Zapiski na pudełku od zapałek) oraz felietonistą (regularnie publikował w tygodniku „L’Espresso”). Specjaliści z wybranych dziedzin powinni kojarzyć jego prace z obszaru historii sztuki, teorii literatury, estetyki i mediewistyki. W świecie nauki, pokawałkowanej i przyczynkarskiej, Eco jawił się niemal jako postać renesansowa. Mnie osobiście – jako kolekcjonera książek – ciekawiło jego zacięcie bibliofilskie. Jego prywatna kolekcja liczyła 50 000 tomów, w tym blisko 2 tysiące unikatów. Swojej miłości do bibliotek i książek poświęcił osobne opracowanie. Mimo to nie był konserwatystą zamkniętym na nowinki. Gdy był w podróży, nie rozstawał się z tabletem, na którym trzymał nie mniej niż kilkadziesiąt ebooków.

 

Tutaj jednak Eco będzie nas interesował jako jeden z twórców, a zarazem najważniejszych popularyzatorów semiotyki, czyli nauki o znakach. Można ją rozumieć jako ogólną teorię znaku i znaczenia wykorzystywaną w badaniach nad kulturą i komunikacją. W tym ujęciu sprawy dla nas tak fundamentalne jak język, religia czy nauka i tak błahe jak etykieta albo poruszanie się w ruchu drogowym, można analizować jako systemy symboli. Dla laika znaki są czymś tak zwyczajnym, że niewymagającym szczególnej refleksji. Semiotyk tymczasem odwołuje się do aparatu krytycznego, aby poznać, skąd się biorą, co zapładnia je znaczeniem i jak wpływają na sposób, w jaki się komunikujemy i odbieramy rzeczywistość. Próbując udoskonalić definicję zaproponowaną na początku tego akapitu, możemy odwołać się do myśli szwajcarskiego językoznawcy Ferdinanda de Saussure, który stwierdził, że jest to „nauka o życiu znaków w kontekście społecznym”.

 

Eco rozpoczyna swój wykład nie od sporów o definicję czy metodę, ale od streszczenia swoich spotkań z polską kulturą i nauką. Oprócz nazwisk Sienkiewicza, Szymborskiej czy Chopina, pojawiają się nawiązania do Stanisława Jerzego Leca, Kazimierza Ajdukiewicza, Adama Schaffa a nawet Erazma Ciołka. Dowodzi to, że przez autora Wahadła Foucaulta przemawiało coś więcej niż kurtuazja, gdy mówił o tym, jak te polonica wpłynęły na jego drogę życiową i zawodową. Choć zgromadzeni na auli musieli słuchać tego z satysfakcją, mnie przypominają się fragmenty „Dzienników” Gombrowicza, gdy wyśmiewa on zachwyt przedwojennej Warszawy nad Tomaszem Mannem, gdy ten nie omieszkał wspomnieć życzliwie Mickiewicza i Krasińskiego…

 

W istocie trudno sobie wyobrazić, aby podobny wykład w sąsiednich Niemczech prof. Eco otworzył komplementowaniem Goethego i dobrym słowem o Schillerze, po czym przyznałby, że Bach wielkim kompozytorem był, a bez filozofii Hegla i Kanta nie umiałby sobie wyobrazić życia. Osobisty charakter jego relacji jednak to wrażenie łagodzi – zwłaszcza gdy Eco opowiada o tym, że Wisława Szymborska zachwyciła go tak bardzo, że miał jej powiedzieć, że gdyby spotkali się kilka dekad wcześniej, skończyłoby się to pewnie historią miłosną.

 

Związki Eco z Polską były jednak istotne z innego powodu – odnoszą się one bowiem ściśle do tematu jego wykładu. Działalność w obszarze semiotyki włoskiego intelektualisty zaczęła się od konferencji, jaka odbyła się w naszym kraju w 1968 roku. Było to jego pierwsze wystąpienie poświęcone tym zagadnieniom na forum akademickim. To wtedy powstała idea integracji środowiska semiotyków, która poskutkowała powstaniem międzynarodowego stowarzyszenia. Niebawem powstały również pierwsze naukowe pisma poświęcone tej dyscyplinie – choćby polskie „Studia Semiotyczne”, na których czele stanął przyjaciel Umberta Eco, prof. Jerzy Pelc. Los chciał, że tam gdzie autor Teorii semiotyki zainaugurował swoje badania nad rodzącą się dyscypliną, tam też je zakończył. Ostatni wykład w tym przedmiocie, zatytułowany „Przyszłość semiotyki”, Eco wygłosił właśnie w Łodzi, niedługo przed swoją śmiercią.

 

Wbrew przekonaniu o niszowym charakterze semiotyki, praca, którą tu omawiamy, ma szeroki adres czytelniczy. Multidyscyplinarność tej dziedziny sprawia, że znajdą tu coś dla siebie językoznawcy i medioznawcy, filozofowie i logicy, teoretycy oraz historycy literatury i kultury, a nawet – badacze fenomenów internetowych. Nie należy też zapominać, że mamy w rękach pracę autora bestsellerowych powieści. Przyszłość semiotyki to wykład zwarty, klarowny, ale również: lekki, przyjemny w odbiorze, niepozbawiony tak typowego dla Eco ironicznego poczucia humoru. Dla mnie, jako dla laika w dziedzinie semiotyki, było to wartościowe wprowadzenie w niełatwą materię.

 

Kilka dni temu, zabierając się do pisania tekstu z zakresu socjologii Internetu, zainspirowany wykładem Eco, postanowiłem włączyć ujęcie semiotyczne do swoich badań. Już pierwsze wyszukiwanie dało mi zwrot setek pozycji naukowych i popularnych, od analiz emotikonów, hashtagów i memów, po pogłębione studia nad wykorzystaniem podejścia semiotycznego w cyfrowej komunikacji politycznej czy marketingowej. Zdaje się więc, że dołączyłem do grona „nawróconych” na semiotykę.

 

 

Komentarze

8.12.2017

Inne teksty tego autora

Krótkie wprowadzenie do islamu

„Zwięzłość – pouczał wybitny anglo-amerykański eseista i krytyk Christopher Hitchens – jest przereklamowana”. Wyczerpanie tematu uzyskuje się zwyczajowo za cenę wyczerpania czytelników. Innymi słowy: ...

Legionista, socjalista, memuarysta

Powiada się, że dzieje plemion wtedy zaczynają interesować historyków, gdy stają się częścią dziejów powszechnych: jak Germanie w lesie teutoburskim. Podobnie ma się rzecz z losami stronnictw i partii...