Ewa Ciszewska

Ewa Ciszewska

Filmoznawca, zajmuje się przede wszystkim kinem czeskim i słowackim oraz kulturą filmową Łodzi.
Więcej

Strach i śmiech, czyli rodzice z dziećmi w kinie

Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z kina. Czasami będzie to pierwszy seans, czasami projekcja przerwana zerwaniem się taśmy i zapaleniem świateł, niektórym z nas na zawsze pozostaną w pamięci zażarte dyskusje po ukończonym seansie. Chodzimy na filmy, ale chyba przede wszystkim do kina: by oglądać filmy wspólnie, wraz z innymi widzami śmiać się i płakać. Doświadczana wówczas wspólnota, niekiedy krótka i iluzoryczna, pozwala nam dostrzec w kinie ważną instytucję społeczną, która cementuje odbiorców i tworzy między nimi płaszczyznę porozumienia. Filmy, które oglądaliśmy razem, a także doświadczenia kinowe, stają się naszych wspólnym językiem. Mówimy kinem i tym, czego w nim doświadczyliśmy.

 

Kino to język międzypokoleniowy. Filmy, także te dla dzieci, stwarzają niesamowitą okazję do dialogu. Są rozrywką (śmiech także rodzi wspólnotę), przeżywaniem emocji oraz mogą stać się przyczynkiem do poważnych rozmów. W dobie, gdy multimedia wkraczają w życie dzieci już w pierwszych miesiącach życia – i nie chodzi tylko o oglądanie Teletubisiów czy Świnki Peppy, ale bycie nagrywanym, oglądanym i transmitowanym w różnych mediach społecznościowych lub na potrzeby domowych archiwów – nie dziwi fakt, że i wiek, w którym następuje kinowa inicjacja staje się coraz niższy. Do kina można zabierać dzieci już od niemowlęctwa: zarówno multipleksy, jak i kina studyjne regularnie organizują seanse dla rodziców z dziećmi, oferując przyciemnione światło, stłumiony dźwięk, miejsce na wózek, zabawki, możliwość podgrzania mleka i inne udogodnienia parentingowe.

 

Potem rozpoczyna się wojna. Jeśli kino przygotuje zabawy, gratisy, malowanie buziek i bezpłatnego animatora oraz seanse z popularnymi bohaterami – ale także zapewni parking dla zmotoryzowanego rodzica oraz da możliwość zakupu kawy – wygra. W obliczu takiej przewagi kina studyjne często mogą jedynie konkurować ofertą, a w sukurs idą im dystrybutorzy, jak afiliowane przy Stowarzyszeniu Nowe Horyzonty Kino Dzieci, które regularnie wprowadza do kin tytuły dla widowni dziecięcej. Są to filmy mądre i rozwijające, atrakcyjne zarówno dla widza dziecięcego, jak i dorosłego. Jak historia o Soni, nocującej u swojej nowej koleżanki Celestyny, której dom okazuje się bardziej tajemniczy niż niejeden ogród, a w drodze do kuchni można spotkać egzotyczne zwierzęta. „Sonia” nie spogląda z billboardów, nie wyskakuje w reklamach na stronie onetu, nie ma jej na opakowaniu jogurtu. To nie dzieci wyciągną rodzica do kina na film o nic niemówiącym im tytule. Inicjatywa musi leżeć po drugiej stronie.

 

Jak sprawić, by rodzice oglądali z dziećmi mądre kino? Trzeba dawać im taką okazję. Niewykorzystaną ku temu szansą są festiwale filmowe, nie zawsze proponujące program dla widowni dziecięcej. A jeśli już takie seanse się pojawią, umieszczane są w godzinach porannych w dni robocze – jaki pracujący rodzic może sobie pozwolić na taki eksces? Wyobraźmy sobie natomiast seans popołudniowy, na który może wybrać się cała rodzina, ale także dorośli widzowie, bez potomstwa – tak, są też tacy dorośli i młodzież, którzy lubią filmy dla dzieci. Albo mogliby polubić, gdyby tylko dano im szansę.  Na obecności widowni dziecięcej skorzystałyby i kina, i festiwale – to właśnie jest praca nad pozyskiwaniem swoich widzów. Nie mówiąc o żywych reakcjach zróżnicowanej publiczności, co z pewnością jest miodem na serce każdego organizatora wydarzenia kulturalnego.

Komentarze

26.05.2017

Inne teksty tego autora

Zbrodnie z łódzkiego podwórka

Także zbrodniarze tworzą mitologię miasta. Kto w Łodzi nie słyszał o Ślepym Maksie, rzekomym obrońcy uciśnionych, który kradł bogatym by oddać biednym? Ślepy Maks, właściwym imieniem Menachem Bornszta...