Przemysław Waingertner

Przemysław Waingertner

Historyk, badacz dziejów polskiej myśli politycznej, oręża polskiego, masonerii, mitów historycznych i historii regionu, autor książek i artykułów.
Więcej

Wywołany do tablicy czyli jeszcze o niemieckiej polityce historycznej

Ponieważ teza mojego ostatniego tekstu o polityce historycznej Berlina zwalniającej naszych zachodnich sąsiadów z odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, polityce uznającej ich wręcz za pierwszą ofiarę pozbawionych narodowych korzeni nazistów została poddana w wątpliwość jako delikatnie mówiąc, bardzo naciągana przez Pana Piotra Szweda, z którym mam zaszczyt sąsiadować w blogosferze (Panie Piotrze, przede wszystkim dzięki za zainteresowanie!), poczułem się wywołany do tablicy.

 

Objętość bloga nie pozostawia miejsca na obszerne argumenty. Niech przemówią przykłady. Najgłośniejsze niemieckie filmy ostatniej dekady, wsparte przez państwowe instytucje, w koprodukcji z zagranicą to: Gustloff (o dramacie zatopionych na tytułowym statku cywilów, uchodzących przed Armią Czerwoną), Ucieczka (o wypędzonych, uciekających przed Sowietami), Drezno (o tragedii miasta zbombardowanego przez aliantów), Nasze matki, nasi ojcowie (o młodych, dalekich od nazizmu Niemcach, walczących wbrew sobie w latach II wojny światowej – z wtrętem o żydożerczych Polakach: żołnierze AK chcą topić Żydów jak koty, a polscy chłopi uzależniają zaprowiantowanie partyzantów od deklaracji, że nie ma wśród nich Żydów), Upadek (o ostatnich dniach stolicy III Rzeszy) i Alone in Berlin (o małżeństwie Berlińczyków spiskujących przeciwko nazistom). Jest jeszcze amerykańska, acz dofinansowana przez Niemców Walkiria (o próbie obalenia Hitlera przez wyidealizowanego pułkownika Stauffenberga, który we wrześniu 1939 r. pisał do żony z frontu, że podbici Polacy to niesłychany motłoch – tak wielu Żydów i mieszańców – który czuje się dobrze pod batem. Nota bene w filmie wspiera go dzielnie inny spiskowiec Arthur Nebe, ówczesny szef policji, dowodzący wcześniej… Einsatzgruppen).

 

A co mówią lub raczej czego nie mówią, politycy? Redaktor Israel Journal of Foreign Affairs, Laurence Weinbaum, uczestniczący w 2006 r. w międzypaństwowej ceremonii upamiętnienia Holokaustu z udziałem przedstawicieli Niemiec wspomina swój szok wynikający z faktu, iż ani razu nie wymieniono przynależności etnicznej sprawców, używając tylko określenia naziści. Równocześnie minister edukacji Północnej Nadrenii-Westfalii, Barbara Sommer, zarządziła, aby w szkołach wprowadzono program nauczania dotyczący historii niemieckich wypędzonych. Niezależnie od powtarzanej przez Angelę Merkel mantry, iż Niemcy są odpowiedzialni za zbrodnie nazistów niemiecka polityka historyczna kształtuje dwa stereotypy Niemca z lat II wojny światowej: to albo ofiara wojny, albo przeciwnik nielicznych, terroryzujących cały naród niemiecki nazistów.

 

No dobrze, ale przecież wszyscy wiedzą jak było! Doprawdy?! Oto próbka szkolnej wiedzy młodych Niemców o II wojnie światowej – więźniowie niemieckich kacetów ze Stowarzyszenia św. Maksymiliana Kolbe wspominają, iż na spotkaniach z niemieckimi uczniami byli pytani o to jakie zabawki były w obozieczy zamiast wsiadać do zatłoczonych, bydlęcych wagonów nie mogli poczekać na następny pociąg, jadący do obozu…     

 

Komentarze

17.10.2016

Inne teksty tego autora

Zrozumieć litewskich Polaków

Agenci Kremla, ludzie Moskwy, kryptosowieciarze, wrogowie niepodległej Litwy, zawada dla polsko-litewskiego porozumienia, ale także semper fidelis, obrońcy polskości, Polacy, których pozostawiła ojczy...

Książka o wojsku (ale nie tylko)

W serii wydawniczej „100 Lat Niepodległości”, poświęconej polskim, dramatycznym bądź radosnym, przygodom z wolnością w minionym stuleciu – programowej mozaice, w której znalazły się już książki z hist...