Kinga Sygizman

Kinga Sygizman

Radioznawca, nauczyciel akademicki
Więcej

Studenci na fali!

Studenci na fali1

 

„Uwaga, piosenka kończy się… Zaraz wchodzimy na antenę, 15 sekund…” – i jest to niezapomniane 15 sekund w życiu studenta, który siada przy radiowym mikrofonie, by po raz pierwszy poprowadzić audycję „Uniwersytet Łódzki na fali”. Krew zaczyna szybciej krążyć, adrenalina wzrasta z upływem każdej sekundy, ciało coraz intensywniej się  poci, a w ustach brakuje śliny.  Mariusz wspomina: „Serce waliło mi jak oszalałe, chciałem uciekać, nie wierzyłem, że wykrztuszę z siebie choć słowo, byłem pewien, że będę ciągle się mylił i stresował…,” a Kamil S. mówi, że była to jedna z bardziej traumatycznych chwil w jego dotychczasowym życiu.

 

Po co tak się stresują?

Bo warto! Bo ten, który chciał uciekać na wieść o 15 sekundach, po zakończeniu audycji już nie chciał: „Ja w ogóle nie chciałem stamtąd wychodzić!” – mówi. A ten drugi, od traumatycznych przeżyć, zbierał „gratulacje zewsząd i wyszło tak, że dało się nawet tego słuchać”.

Adam, dotąd pracujący jako dziennikarz telewizyjny, kiedy zaproponowano mu udział w audycji „Uniwersytet Łódzki na fali”, pomyślał „Radio? Jeszcze trudniej, przecież to na żywo, nic nie wytnę”, a miesiąc później, kiedy kończyła się godzina jego pierwszej w życiu audycji, poczuł, że ma ciarki: „czuję się jakbym latał i wydawało mi się, że minęły 3 minuty, a nie godzina!” – wspomina –„Wiedziałem, że to jest to, co chciałbym w życiu robić”.

 

Drugie zdjęcie Kingi

 

Można ich usłyszeć w każdą środę po 19 na antenie Radia Łódź, bo audycja  „Uniwersytet Łódzki na fali” jest owocem współpracy między lokalną rozgłośnią a Uniwersytetem Łódzkim. W radiowe szranki stają parami, ale nie są to zawsze te same pary, nierozłączne duety, nierozerwalne głosy. Bo przecież chodzi o to, by nauczyć się prowadzić audycję z różnymi partnerami, słuchać i reagować na gesty różnych ludzi, by poznać odmienne ludzkie temperamenty. A w tym dialogu z wielością charakterów, różnorodnością reakcji uczymy się siebie samych.

Chodzi o to, by się rozwijać, nie stać w miejscu. Bo radio nigdy nie stoi w miejscu.

Interesują ich tematy Łodzi akademickiej, te poważne, jak studenckie konferencje, zmiany zasad otrzymywania stypendiów, wyjazdy zagraniczne, ale także te lekkie, zabawne, jak rozmowa o cechach łódzkiego studenta-hipstera, czy o tym jak zrobić dobre selfie.

 

Trzecie zdjecie Kingi

 

„Uniwersytet Łódzki na fali” jest ostatnim etapem tygodniowych przygotowań, na które składa się poszukiwanie tematów, a potem ich akceptacja przez wydawcę, zapraszanie gości do udziału w audycji, poszukiwanie wydarzeń, które radiowi reporterzy przedstawić mogą w dźwiękowej formie i wybór muzyki do audycji. Potem zebranie wszystkiego w całość, przygotowania szpigla. Ostatnie ustalenia z realizatorem i czekanie na słowa: „Uwaga, piosenka kończy się… Zaraz wchodzimy na antenę, 15 sekund…” i na ten stres, który dla jednych zawsze jest ten sam, dla innych z każdą audycją mniejszy.

Krzysiek mówi, że największą energię czuje na minutę przed pierwszym wejściem antenowym: „to wtedy adrenalina uderza w tętnice i pozwala przekuć wysiłek całego tygodnia pracy w piękną radiową robotę”. Kamil K. czeka „na moment, kiedy zapala się słynna czerwona »malina«, jesteś tylko ty, mikrofon i świadomość. Świadomość, że jesteś na antenie i ktoś słucha tego, co masz do powiedzenia. Uwierzcie mi, nie ma nic piękniejszego”.

Wierzymy! Podobnie jak wierzymy, że z „czerwoną maliną” wiążą się trochę śmieszne, trochę straszne sytuacje, gdy zapominasz języka w gębie i robisz głupie przejęzyczenie, które rozpamiętujesz na dwa dni lub gdy czekając na przyjście gościa, otrzymujesz od niego telefon na 2 minuty przed audycją, a on mówi, że nie przyjdzie, bo mu się pomyliły dni tygodnia. I wtedy musisz lepić, tworzyć swoją małą wielką improwizację.

Wierzymy, że warto, bo:

„…żeby pracować w radiu trzeba mieć znajomości lub olbrzymiego farta. Także będąc w radiu mogę się choć przez chwilę poczuć jak prawdziwy reporter / radiowiec” (Jakub)

„… na antenie nikogo nie udaję, jestem sobą, nie mam stresu, zapominam o problemach, po prostu – luzuję się” (Adam).

„… dzięki prowadzeniu audycji mogłem poznać wielu niezwykle ciekawych ludzi, przełamać swoją jakąś tam nieśmiałość i każdorazowo doświadczać czegoś nowego, niesamowitego” (Kamil S.).

„I można przyjść ze słabym makijażem i nieułożonymi włosami, a i tak wypadamy świetnie :)” (Eliza).

A to przecież też bardzo istotne!

Komentarze

19.09.2016

Inne teksty tego autora

„Pokaż mi, jak mamy nie ma”

– to stwierdzenie wypowiadane przez moje dwuletnie dziecko podczas mojej nieobecności w domu nabrało dla mnie ostatnio nowego znaczenia. Nieco przewrotna konstrukcja gramatyczna zyskała nową wartość —...

Nie tylko Arystoteles

Retoryka. Większości kojarzy się z Arystotelesem, umiejętnością konstruowania tekstów mówionych, mniej lub bardziej interesującymi lekcjami, nie tylko filozofii. Czy można mieć do tych skojarzeń jakie...